FILIP PĄGOWSKI: NIEWOLNIK SERCA

Syn słynnego plakacisty Henryka Tomaszewskiego i malarki Teresy Pągowskiej, kiedyś student warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jeden z najsłynniejszych na świecie polskich artystów grafików. Współpracował m.in. z „The New Yorkerem”, „The New York Timesem”, a dla marki Comme des Garçons stworzył kultowe logo w postaci czerwonego serca z czarnymi oczami. Nam opowiada o przeprowadzce do Nowego Jorku i zdradza, czy podjąłby się próby stworzenia identyfikacji wizualnej dla Polski.

 

Był pan na Drugiej Ogólnopolskiej Wystawie Znaków Graficznych w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej?

Nie, nie byłem.

Szkoda, bo chciałem zapytać o pana wrażenia. Wystawę podzielono na dwie części. Ikoniczne znaki z lat 1945-69 autorstwa m.in. Karola Śliwki, Ryszarda Bojara  czy Romana Duszka do dziś są klasą samą w sobie. Część ze znakami współczesnymi jest dość kontrowersyjna – wyglądają, jakby wyszły spod ręki tej samej osoby. Myśli pan, że to znak czasów, w których żyjemy?

Wszyscy pracujemy dziś na podobnych komputerach, takich samych programach. Nie ma różnic geograficznych w projektowaniu. Skandynawia miesza się z Ameryką Południową i odwrotnie. Globalizacja odebrała nam przyjemność różnorodności w tym temacie. Nie należy zapominać, że polskie znaki powstające w połowie XX wieku były odbiciem tamtych czasów: ówczesnego ustroju, możliwości jakie ten ustrój dawał, a może inaczej – właśnie odbiciem tych wszystkich ograniczeń, od światopoglądowych po technologiczne. Nie trzeba się cofać o 50 lat, by zobaczyć, jak zmienił się świat. Wystarczy spojrzeć na ostatnie 25 lat. Ludzie mają kontakt ze wszystkim i ze wszystkimi w kilka minut, wymiana informacji następuje błyskawicznie. Każdy widzi i wie wszystko niemal natychmiastowo. Z punktu widzenia projektowania można na szczęście wyróżnić kierunki, które wciąż pozostają charakterystyczne i osobne. Mam oczywiście na myśli Japonię. Dlaczego? Myślę, że z powodu bardzo silnej tradycji wizualnej, jaką cechuje się ta kultura.

To też może wynikać z rzemieślniczego podejścia do projektowania. Bo technologicznie pewnie biją na głowę kraje Europy Zachodniej.

Bardzo możliwe. Ich konsekwencja i ciężka praca wydają mi się kluczem do sukcesu. W Japonii działają chyba wszystkie globalne koncerny, a patrząc na prace graficzne, trudno dostrzec jeden dominujący nurt czy trend. Obok siebie rozwijają się i schludna identyfikacja korporacyjna, i anarchistyczny język grafiki artystycznej. Wszystko idzie w parze i dzięki temu wachlarz propozycji jest ogromny. To też pokazuje, na ile japońscy klienci są świadomi i otwarci na różnorodność przekazu dla własnych marek. Jakim zaufaniem i szacunkiem darzą grafików.

 

*cały wywiad z Filipem Pągowskim przeprowadzony przez Sebastiana Kustrę można przeczytać w numerze 15 MONITOR MAGAZINE

MONITOR MAGAZINE – KUP TERAZ
Logo Comme des Garçons, Filip Pągowski courtesy

Logo Comme des Garçons, Filip Pągowski courtesy

Filip Pągowski courtesy

Filip Pągowski courtesy

Udostępnij