KUBA SIĘ BUDZI: OBAMA, STONESI, CHANEL

Kuba budzi się z kilkudziesięcioletniego snu. Nie był to sen dobry, choć z pewnością wyczekany, który niestety po chwili zamienił się w koszmar. Dziś wyspa łapie oddech, w czym pomaga rześki powiew z Zachodu, z Obamą, The Rolling Stones i Chanel na czele.

Gdy 24 lutego 2008 roku Raul Castro, młodszy brat Fidela – legendy wyczekiwanej przez Kubańczyków rewolucji, który fizycznie nie był już zdolny do rządzenia i wygłaszania kilkugodzinnych przemówień, obejmował urząd prezydenta Kuby, świat przyglądał się sytuacji bardzo uważnie. Embargo nałożone na wyspę przez USA, wykluczenie przez światowe rynki, sprawiło, że Kuba stała się przysłowiową „samotną wyspą” w każdym znaczeniu. Kolejne doniesienia o sytuacji Kubańczyków niepokoiły społeczność międzynarodową – prześladowania, Kobiety w Bieli, tragiczne przeprawy przez Zatokę Meksykańską, rozdzielone rodziny – to wszystko miało się skończyć. Przez kolejne lata Castro próbował połączyć politykę poluźnienia kagańca z tym, co przez pół wieku pielęgnował jego brat.

Coś dziać się zaczyna w drugiej połowie 2015 roku. Wielcy szefowie kuchni, a konkretnie Enrique Olvera, Massimo Bottura i Andoni Luis Aduriz we wrześniu zapowiadają grudniową podróż do Hawany i wkrótce po tym rekonesansie, otwarcie restauracji na wyspie. Bottura proszony o wypowiedź odnosi się do tendencji, które mówią, że w ciągu kolejnych 10 lat, Hawana stanie się jednym z najgorętszych i najważniejszych miejsc, w których trzeba być.

W końcu nadchodzi historyczny dla Kuby, 2016 rok.

20 marca 2016 roku na lotnisku w Hawanie, pierwszy raz od pół wieku, ląduje prezydent Stanów Zjednoczonych. Barack Obama ma spotkać się z Castro, a także członkami opozycji. Co mówi? Deklaruje, że zależy mu na „kontynuacji strategii otwarcia USA wobec wyspy, ale co za tym idzie czyni kolejny gest na rzecz zmiany starego wizerunku imperium w Ameryce Łacińskiej”.

Historyczne spotkanie prezydenta USA Baracka Obamy z prezydentem Kuby Raulem Castro, 2016 rok / fot. ktla.com

Historyczne spotkanie prezydenta USA Baracka Obamy z prezydentem Kuby Raulem Castro, 2016 rok / fot. ktla.com

Mieszkańcy Kuby machają flagami, wierzą, że dożyli czasów, gdy historia robi ostry zakręt, za którym czeka ich lepsza przyszłość. Machają i czekają na kolejne wielkie wydarzenie, które czai się za rogiem.

Sypiące się budynki w Hawanie, wpisane na oficjalną listę światowego dziedzictwa UNESCO, kilka dni później mają być głównym świadkiem kolejnego, ważnego i ogromnego wydarzenia w historii wyspy. 26 marca komunistyczne władze Kuby oddają Avenida de la Independencia legendzie rocka, The Rolling Stones. To pierwszy koncert zachodniej gwiazdy na wyspie. W gorącą, piątkową noc, kubańskie powietrze jest jeszcze gęstsze, a euforia zdziera tysiące gardeł. Mick Jagger ze sceny krzyczy po hiszpańsku: „Wiemy, że kiedyś trudno było słuchać naszej muzyki, ale dzisiaj jesteśmy tutaj i dla was gramy. W końcu! Czasy się zmieniają!”, a Keith Richards szarpie struny gitary.

Oficjalny poster zapowiadający koncert The Rolling Stones na Kubie / fot. therollingsones.com

Oficjalny poster zapowiadający koncert The Rolling Stones na Kubie / fot. therollingsones.com

Po tym wszyscy czekają na kolejne wydarzenie – jedno z najważniejszych w świecie mody – pokaz Chanel. Okazuje się, że to właśnie ten event wzbudzi najbardziej skrajne emocje – co ciekawe – wcale nie wśród mieszkańców wyspy.

Warto powiedzieć słów kilka o samym wybiegu. Karl Lagerfeld wybrał 3 maja 2016 roku jako datę zaprezentowania kolekcji Cruise na Paseo del Prado – deptaku zaprojektowanym przez Jeana-Claude’a Nicolasa Forestiera, francuskiego architekta w 1928 roku. Paseo oddziela centrum Hawany od Starego Miasta, otaczają go drzewa, wzdłuż rozciągają się marmurowe ławki, a całość pilnowana jest przez lwy odlane z brązu. Tym bardziej nieprzypadkowo deptak został wybrany na pokaz – dom mody z tym miejscem łączą nie tylko francuskie korzenie, ale bardziej zorientowani wiedzą, że lwy były ulubionym zwierzęciem Mademoiselle Coco.

Pokaz luksusowej marki na wyspie to mała rewolucja – jedna z kilku, które w tym roku doświadczyły Kubę i jakże różna od tej, którą rozpoczął Fidel Castro w 1956. W pewnym sensie równie ważna, bo otwierająca ścieżkę do wolności. Czy to nie chichot historii? O wolność w końcu walczyły również oddziały Castro pół wieku wcześniej.

Fot. Olivier Saillant, Chanel courtesy

Fot. Olivier Saillant, Chanel courtesy

Sama kolekcja inspirowana jest Kubą przedrewolucyjną, z tą „chłopięcą kobiecością”, która jest doskonałym odzwierciedleniem ducha Chanel, ale też wyspiarskiej natury. Hafty kwiatowe i graficzne, będące wspomnieniem art deco, z nieodłącznym akcesorium – kapeluszem typu Panama – tak bardzo charakterystycznym dla środkowo-amerykańskiego klimatu, beretem, który co gorliwsi mogą uznać za ślad Che Guevary, ale przecież także totalnie francuski atrybut, proste, nietaliowane sukienki za kolano z dekoltem w łódkę i wzorami legendarnych Cadillaców, dużo błyskotek. W końcu Chanel musi lśnić, a szczególnie w takich okolicznościach. Wśród gości Tilda Swinton, Ana de Armas, Vanessa Paradis, Gisele Bündchen, Geraldine Chaplin, Caroline de Maigret i… mieszkańcy Kuby, którzy z balkonów obserwowali wybieg.

No właśnie. Kubańczycy. Naraz w mediach społecznościowych podniosło się larum: „marka opływająca luksusem w kraju, w którym ludzie nie mają nic”, „to nieetyczne”, „co za brak wrażliwości”. Naprawdę?

Fot. Olivier Saillant, Chanel courtesy

Fot. Olivier Saillant, Chanel courtesy

Dlaczego? Zbyt często próbujemy narzucić swoje spojrzenie innym, przenieść swoje wyobrażenia, choćby były błędne. Internauci pytają: „czy kolejny pokaz będzie w Damaszku?”. Skąd to porównanie? Na Kubie nie ma wojny, która trawi do trzewi Syrię. Syria z Kubą nie ma absolutnie nic wspólnego. Skrawki informacji, które do nas docierają, zacierają rzeczywisty obraz. A wystarczy przez chwilę połączyć fakty. W końcu nieprzypadkowo rynek mody, kulinarny, pop wybiera Kubę. Według prognoz Euromonitor International Kuba jest jednym z dwudziestu rynków przyszłości, w których rozwijać się będzie sektor dóbr konsumpcyjnych. Ekonomia krajowa ma iść ku coraz większej liberalizacji i choć środowisko dla biznesu jest nadal dość skomplikowane, na horyzoncie majaczą pozytywne zmiany, a więc m.in. dobre perspektywy dla zagranicznych, bezpośrednich inwestycji. Odnowienie relacji między Kubą a USA z pewnością przyspieszy proces inwestycyjno-rynkowy. Barierę stanowi nadal gospodarka oparta na południowoamerykańskim modelu socjalistycznym, korupcja i wciąż mocno chwiejna ekonomia. Jednak Kuba ma jeszcze jedną ukrytą siłę – wysoko wyedukowanych pracowników. I chęci. Bo wśród Kubańczyków wzrastają potrzeby konsumpcyjne – pamiętajmy, że przez ostatnie 50 lat mieli bardzo utrudniony dostęp do globalnych usług i produktów.

Na tę chwilę wszystko jest w rękach Raula Castro i metod, jakimi zajmie się krajem. W komunistycznym państwie różnorodność i wykształcenie się klas społecznych jest niemile widziane. Jednak nie ma się co oszukiwać, są na Kubie ludzie, których stać na towar luksusowy – jeszcze nie jawnie, ale nie jest tajemnicą, że produkty Dolce & Gabbana czy Gucci przemycane są na Kubę i dostarczane nowym właścicielom.

Fot. Olivier Saillant, Chanel courtesy

Fot. Olivier Saillant, Chanel courtesy

Wszyscy mamy też świadomość, że kapitalizm sprawi, że uwidocznią się społeczne nierówności, a każdy będzie musiał zapracować na siebie. Ale o taką wolność Kubańczycy walczą. A to, że żyją w obecnym systemie nie oznacza, że nie marzą o wolnej prasie, dobrej restauracji, dyskusjach o polityce, koncertach rockowych czy ubraniach z wybiegu, które mogli podziwiać na własne oczy 3 maja 2016 roku. Roku, który z pewnością na długo zapamiętają.

Fot. Olivier Saillant, Chanel courtesy

Fot. Olivier Saillant, Chanel courtesy

Udostępnij