UWAGA, BÓG TAŃCZY

Imię: Siergiej Połunin. Rocznik: 1989. Obywatelstwo: ukraińskie. Zawód: baletmistrz. Hobby: rozróba.

 

Fryderyk Nietzsche w „Tako rzecze Zaratrustra” pisał: uwierzyłbym tylko w takiego boga, który potrafi tańczyć. Marta Graham, wybitna choreografka: kiedy tancerz tańczy, ziemia pod nim jest święta. Wtórował Albert Einstein mówiąc: tancerze to sportowcy Boga. A skoro Bóg jest miłością, to taniec to nieme wyznanie miłosne, jak stwierdził Fiodor Dostojewski. Dosadniej wyraził się tylko Slavoj Žižek w wywiadzie udzielonym Anro Widmannowi: taniec to masturbacja na forum publicznym. Bóg + miłość = taniec. Przypadek? Jeśli wziąć pod uwagę, że ponad 15 milionów internautów obejrzało pokaz baletowy wytatuowanego faceta w podartych trykotach w rytm piosenki „Take me to church” irlandzkiego piosenkarza Hoziera, to nie sądzę. Klip wyreżyserował nieco zapomniany David LaChapelle. Wnętrze pokryte konstrukcją z bielonych desek, przypominającą starą kaplicę. Gdyby trzeba było umiejscowić ją w architektonicznym krajobrazie, byłaby to prowincja Stanów Zjednoczonych, ta południowa. W rzeczywistości są to Hawaje. W tej scenografii nic – nawet las za strzelistymi oknami – nie odwraca uwagi od Siergieja Połunina, za którym sunie się wzrokiem przez cały ekran. Jego ruchy ściskają w gardle, ale nie tylko one. Równie podniecająca jest praca jego ciała, każdego mięśnia idealnie zarysowanego pod powłoką wytatuowanej skóry. Niegrzeczny chłopiec w pointach – musiało zadziałać.

To krótkie video sprawiło, że Połuninem zaczęli interesować się wszyscy, a tancerz urósł do miana międzynarodowej gwiazdy. Gwiazdą baletu był już jednak od dawna, trafiając jako najmłodszy tancerz w historii, bo zaledwie 19-letni, do The Royal Ballet w Londynie. Co z tego, skoro szybko mu się znudziło i w wieku 22 lat wywołał burzę rzucając tę placówkę z tradycjami.Bardzo się zawiodłem” – tłumaczył w jednym z wywiadów. „W szkole nie uczą cię czego możesz się spodziewać, gdy zostajesz solistą. Kiedyś było to bardzo prestiżowe, urzekające, ale teraz przestało takie być. Inaczej jest w Rosji. Tu są nawet kanały telewizyjne poświęcone tańcowi i operze. W Anglii środowisko baletowe jest zamknięte. Trochę się otwiera, ale generalnie od zawsze nie była to rzecz dla szerokiego odbiorcy. Więc nie stajesz się sławny jak gwiazdor filmowy, albo piłkarz. I jeśli nie jesteś sławny, nie możesz robić też innych rzeczy”. Poza tym w owym czasie, tuż przed rezygnacją z The Royal Ballet, Połuninowi zaczęto zlecać po 6 głównych ról rocznie. To za wiele, aby perfekcyjnie móc przygotować się do każdej z nich. Perfekcjonista w końcu nie wytrzymał. Dwa dni przed premierą „Snu nocy letniej”, w którym miał grać Oberona, uciekł z próby i postanowił: odchodzę. Stało się. A po oficjalnym ogłoszeniu, jego mail i telefon został zasypany propozycjami pracy. Połunin triumfował. I odczekał tydzień, aby oddzwonić tam, gdzie zależało mu być.

Słuchał Jay’a Z i oglądał hollywoodzkie filmy. Jego ciało szybko zaczęły pokrywać kolejne tatuaże, a towarzyszyły im głośne lamenty kadry ze szkoły baletowej.

Tancerza często porównuje się do Jamesa Deana (którego uwielbia) i jego nieokrzesanego charakteru. Połunin wygląda jak gwiazda rocka. I tak też się zachowuje. Nieczęsto zdarza się, że mówiąc o męskim balecie popkultura wymienia konkretne nazwiska jednym tchem. Niżyński, Nurejew, Barysznikow. Prawdziwe talenty, a w ich gronie taki młodziak, niespełna 30-letni chłopak urodzony w Chersoniu. Jednak sam dyrektor The Royal Ballet poproszony o wypowiedź stwierdził: „To jeden z tych tancerzy, na których patrzysz i myślisz, skąd to się bierze? To wspaniały dar”. Jaka historia! Jakie legendy! Każdy z nich też prowadził burzliwe życie prywatne. Ale chyba żaden w takim stopniu, jak Połunin. Ten spóźniał się na zajęcia, zarywał noce w barach i klubach nocnych pijąc do upadłego i próbując wszystkich możliwych narkotyków. Słuchał Jay’a Z i oglądał hollywoodzkie filmy. Jego ciało szybko zaczęły pokrywać kolejne tatuaże (jak ten “I am not a Human/ I am not a God/ I am hwo [błąd!] I am”), krzyż, wilk), a towarzyszyły im głośne lamenty kadry ze szkoły baletowej. Nie ukrywał, że sprawiało mu to przyjemność. Nie ukrywał również rozczarowania światkiem baletowym. Po odejściu miotał się, tańczył, ale nie był szczęśliwy. Był wciąż zagubiony. Z relacji wynika, że każdego ranka płakał, myślał o zostawieniu tańca, w trakcie występów znikła jego precyzja, zapominał choreografii, choć nadal szybował ponad ziemią. Przez kilka kolejnych miesięcy podróżował po deskach różnych teatrów, aż w końcu wrócił na Ukrainę, a potem do wybitnego Moskiewskiego Akademickiego Teatru Muzycznego imienia Stanisławskiego i Niemirowicza-Danczenki. Zwabiono go tam nietypowym kontraktem: jeśli wytrzyma 4 lata w teatrze, dostanie apartament warty milion dolarów. Choć dostał w tym czasie również ofertę z równie prestiżowego Teatru Bolszoj, odmówił.

Sergei Polunin by Olivier + / flickr.com

Siergei Połunin by Olivier + / flickr.com

Mówi się, że trochę go to uspokoiło, sprawiło, że dojrzał jako artysta. Nikt nie traktował go jak gówniarza, nie decydował za niego. Musiał zacząć płacić rachunki sam, i sam stanąć na nogi. Mówiąc kolokwialnie: ogarnąć się – mimo że od 13 roku życia rodzice nie odwiedzili go ani razu w Wielkiej Brytanii i żadne z nich nie widziało go tańczącego na scenie. Ojciec wiecznie poza domem, zarabiał pieniądze, aby móc pozwolić synowi uczyć się, matka ciągle krytykowała. Połunin ma do niej dziś szorstki stosunek. W ogóle ich relacje są trudne od wielu lat. Ale Galina zdecydowała, że poświęci syna dla tańca i sukcesu, nawet kosztem miłości. Gdy młody Siergiej wyjechał do Wielkiej Brytanii, Połunina miała tylko 35 lat i wpadła w głęboką depresję. Z samotności. Dziś smuci ją jedna rzecz: że jej syn wciąż pamięta jak ostra była dla niego.

Był 2013 rok, a zainteresowanie tym, który odrzucił lukratywny kontrakt w jednym z najważniejszych zespołów baletowych na świecie, ciągle rosło. Tym bardziej, że wystąpił w rosyjskiej wersji X Factora dla baletmistrzów, który wygrał. Bilety na jego przedstawienia sprzedawały się jak świeże bułeczki, a Połunin zyskał sławę, której tak mu brakowało. Sławę i pieniądze, którymi lubi się dzielić. Podobno przestał imprezować do utraty tchu, jest czysty.

Od swoich wykładowców słyszał: „balet nie jest męskim zajęciem, o ile nie jest się solistą”.

Mieszkając w Moskwie wytatuował sobie rosyjskiego orła. Podczas rozmowy z Sarah Crompton dla „The Telegraph”, przyznał, że pożałował tej decyzji już po kilku dniach. Postanowił się go pozbyć wylewając na tatuowane miejsce kwas. Nie udało się, tatuaż został, a Pałunin traktuje go jak anegdotę.

Niedługo po tym wrócił do Londynu, aby znów zatańczyć (tym razem gościnnie) z The Royal Ballet. Niczym Syn Marnotrawny, na którego ojciec czeka z otwartymi ramionami. Ale mimo to mówił: „Nie tańczyłbym. Zrobiłem to tylko dlatego, że mogłem. Ale nigdy nie uważałem, że jest to super zajęcie”. Przekora? Nie. Bardziej zmęczenie życiem, które nie było łatwe. Połunin urodził się w 1989 roku na południu Ukrainy. Matka wspominała, że był bardzo żywym dzieckiem, zaczął chodzić w wieku 10 miesięcy, a na lekcje akrobatyki uczęszczał od 3 roku życia. Na taniec poszedł, gdy skończył 6 lat. I były to tak intensywne treningi, że często po powrocie do domu matka musiała zdejmować z niego ubrania, bo zasypiał w progu. Dosłownie. A jeśli nie zasypiał, na wszystko odpowiadał: „nie”. Połunin nie był łatwym dzieckiem. I nic nie jadł. Odbijało się to na jego posturze. Był najmniejszy i najszczuplejszy w grupie chłopców. Był jednocześnie zwinny i gibki. Nad wyraz. Uwielbiał też ryzyko, co, jak wiadomo, pozostało mu do dziś, ale nie zapominał o dyscyplinie. Od swoich wykładowców słyszał: „balet nie jest męskim zajęciem, o ile nie jest się solistą”, a każdy kto nie nadążał miał informować rodziców, że się nie nadaje. Tak było u Borysowicza, sadystycznego profesora baletu, który z całej grupy uczniów doceniał tylko Połunina. Miał rację. Po zajęciach u niego, aby dostać się do Królewskiego Baletu w Londynie, wystarczyły wysłane przez matkę tancerza taśmy z nagranymi występami. Zaproszenie na przesłuchanie przyszło szybko. I była to wyłącznie formalność. Czekały go podwójne zajęcia baletu, dwie klasy wyżej od rówieśników i zwolnienie z lekcji ze względu na niewystarczający poziom angielskiego. Wiedział, że w Królewskim Balecie musi być najlepszy, żeby podbić świat. Był. Podbił.

Dziś występuje na najlepszych scenach na wszystkich kontynentach, jest głównym solistą Moskiewskiego Akademickiego Teatru Muzycznego imienia Stanisławskiego i Niemirowicza-Danczenki. Jego temperament jest nadal nie do ujarzmienia. Ostatnio głośno było o nim, gdy awanturował się, że deski największych teatrów, m.in. w Londynie i Moskwie, próbują zniszczyć jego związek z balleriną The Royal Ballet, Nataszą Osipową. Para tańczyła razem m.in. w La Scali, jednak to im nie wystarczyło, a Połunin krzyczał do dziennikarzy: „Skandal! Chcą zniszczyć nasz związek!”. Po tym oświadczył, że jeśli ma tańczyć główne role, to tylko z Osipową.

Maj upłynął Połuninowi dość spokojnie. A teraz? Czekamy na kolejną rozróbę.

Siergei Połunin by Olivier + / flickr.com

Siergei Połunin by Olivier + / flickr.com

Udostępnij