MEKSYKAŃSKA POKRACZNOŚĆ

Od pierwszego wejrzenia pokochałam meksykańską pokraczność: znajome elementy nijak do siebie nie pasowały, jakby świat przeszył prąd i wszystko nadpalił, przesunął, rozkraczył.

 

Po bezkresnych autostradach mknęły gigantyczne ciężarówki, podskakując na wertepach niczym ołowiane koniki polne, postawione w jedną noc supermarkety po amerykańsku płożyły się przy ziemi, ale domki były tycie, jaskrawe, jak kolorowe pudełka z kartonu.

Meksyk pożyczał hasła kluczowe ze słownika Stanów Zjednoczonych, ale wszystkie słowa zawierały literówki i gubiły sensy. Podobała mi się ta nonszalancja w naśladowaniu amerykańskiego mitu, która tylko obnażała jego fałsz, iluzoryczność. Przez ostatnie dziesięciolecia Stany Zjednoczone próbowały kolonizować Meksyk, poszerzając swoje strefy wpływów. Meksyk na pozór oddawał ciało, ale nie chciał oddać duszy. Nawet elementy, które wydawały się imitować amerykański sen, ujawniały tylko meksykańską odmienność.

Jak Amerykanom źle z tym Meksykiem za miedzą! Oglądam w internecie spoconego Donalda Trumpa: „Meksyk nas zabija, wzniesiemy ten mur, obiecuję wam!”. Sala Ryczy. Odgrodzimy się od nich! Brudasów, złodziei, gwałcicieli. Nie chcemy mostów! Chcemy mury! Już żaden biedny, ohydny, podstępny Meksykanin się do nas nie prześlizgnie. Będziemy mogli w spokoju być szczęśliwi. Oczywiście, czasem, dla poprawy samopoczucia, pomyślimy sobie o Meksykanach. Że w ogóle nie są do nas podobni!

Amerykanin może przejrzeć się w meksykańskim lustrze i zobaczyć jaki jest ładny, biały, wysoki, dobrze odżywiony i wysportowany, gdy tymczasem Meksykanin wszystko ma krzywe, grube i kulawe. Amerykanin, oddzielony od Meksykanina murem, będzie mógł wreszcie odetchnąć i skupić się na własnym szczęściu, strzeżonym przez pistolet leżący w górnej szufladzie.

*cały felieton Małgorzaty Rejmer można przeczytać w numerze 15 MONITOR MAGAZINE

MONITOR MAGAZINE – KUP TERAZ

Udostępnij