KIM DO DIABŁA JEST JAMES JAGGER?

Keith Richards, legendarny gitarzysta The Rolling Stones znany z przekornego charakteru, nosił kiedyś koszulkę z hasłem „Who the hell is Mick Jagger”? Zmodyfikujmy to pytanie: kim do diabła jest James Jagger?

 

W domu nigdy nie było słodko. Ale przelewało się – to prawda. Przelewały się pieniądze, emocje, słowa – piosenek i te wypowiedziane w miłości lub złości. Aż w końcu przelało się modelce Jerry Hall, gdy po latach związku wyszło na jaw, że Mick Jagger będzie miał dziecko. Z inną kobietą. James miał 12 lat. Czy pozostawiło to niepokojące skazy na jego psychice? Wkrótce miało się okazać, że nie. Jagger w końcu dba o wszystkie swoje dzieci.

Gdy w sierpniu 1985 roku syn Jerry i Micka przychodził na świat, mógł mieć wszystko czego tylko zapragnął. Rodzice byli już wtedy ikonami popkultury, wyznaczającymi trendy w muzyce, modzie, a także wszystkim, co było z nimi związane.

James uczył się, ale nie za wiele. Przeszkadzała mu dysleksja, nie mógł się skupić. I, jak sam dziś przyznaje, mało go to interesowało. Częściej skupiał się nad zrobieniem obiadu niż nad ćwiczeniami z matematyki. Nie ma w tym żadnej ironii. Dzieci Hall i Jaggera musiały nauczyć się dorosłości dość szybko. Bo wsparcie emocjonalne o ile nakarmi duszę, nigdy nie wypełni żołądka.

Przelewały się pieniądze, emocje, słowa – piosenek i te wypowiedziane w miłości lub złości. Aż w końcu przelało się modelce Jerry Hall, gdy po latach związku wyszło na jaw, że Mick Jagger będzie miał dziecko. Z inną kobietą. James miał 12 lat.

Kiedyś Jerry Hall lubiła mawiać: „kobieta ma być kucharką w kuchni i dziwką w salonie”. Temperamentu Hall nikt nie odmawia, jednak z pierwszą częścią zdania sama nigdy się nie utożsamiała. Amerykanka nie gotowała. Nigdy. Nic. James wspomina, że po raz pierwszy przygotował kolację wigilijną w wieku 13 lat, bo matka potrafiła zrujnować nawet zwykłą jajecznicę. 

W wieku młodzieńczym wyszedł na jaw charaker syna rockmana, choć długo wzbraniał się przed tym, żeby porównywać go do ojca. Właściwie jest tak do dziś. W rozmowie z amerykańskimi mediami, mówił: „Mogą porównywać mój wygląd do ojca. To jest normalne. Ale pokażcie mi dziesięciu ojców i dziesięciu synów. To nic nadzwyczajnego, że są do siebie podobni”. Denerwuje go natomiast powszechne oczekiwanie, że pójdzie w ślady słynnego wokalisty The Rolling Stones.

KOKAINA, MARIHUANA, TURBO JAMES

Szkoła była za nudna. James zaczął szukać rozrywki w innym miejscu. Mięsiste usta, wyostrzone kości policzkowe, błękitne oczy, zamglone spojrzenie, rock’n’rollowy magnetyzm. Wszystko to mogłoby śmiało określać Micka Jaggera, ale to o Jamesie mowa.

Młody Jagger wpadł w towarzystwo dojrzewającej, londyńskiej śmietanki, która lubi bawić się jak nikt. Zaczęło się. Zaprzyjaźnił się z „socialité” Alice Dellal, z którą upijali się do nieprzytomności, doprawiając wieczory kokainą. Żyli, jakby jutra nie było. W tym samym czasie James zainteresował się rok młodszą Alexandrą Richards, córką Keitha, przyjaciela ojca. Alexandra zaczynała karierę modelki oraz DJ-ki. Romans nie przetrwał długo, choć jeśli by szukać rockmana, który najwięcej używek spożył w ciągu swojego życia, Richards byłby w pierwszej piątce, to drżał o córkę, kończąc ten związek bez pytania żadnej ze stron. Wcześniej robiąc karczemną awanturę samemu Mickowi.

Jak się jednak okazało, zabawy nie wyszły na złe ani Dellal ani Jaggerowi. Ona jest dziś ulubienicą projektantów i muzą Chanel, on dobrze zapowiadającym się aktorem i spełniającym się piosenkarzem. Na założenie zespołu czekał kolejnych kilka lat, żeby nikt nie śmiał powiedzieć, że jest jak ojciec. Jeszcze w szkole nauczyciele dostrzegli w nim talent aktorski przekonując do pójścia tą drogą. James odmawiał, denerwowało go Hollywood. Niedługo potem złamał się, po kursach w Lee Strasberg Theatre and Film Institute, brał prywatne lekcje u najlepszych nauczycieli współpracujących z największymi gwiazdami. Po tym przyszedł czas na castingi. Oczywiście, nazwisko Jagger samo otwiera wszystkie drzwi, ale James nigdy się na to nie godził. Zaczął od występów na deskach popularnych w Hiszpanii i Wielkiej Brytanii teatro–barów, a niedługo potem zagrał w filmie opartym na biografii Iana Dury’ego „Sex & Drugs & Rock & Roll”, a potem w „Mr. Nice”.

Młody Jagger wpadł w towarzystwo dojrzewającej, londyńskiej śmietanki, która lubi bawić się jak nikt. Zaczęło się. James zaprzyjaźnił się z „socialité”, Alice Dellal, z którą upijali się do nieprzytomności, doprawiając wieczory kokainą.

I choć porównania denerwują Jamesa, oprócz urody, po ojcu odziedziczył również fantazję. Założył zespół Turbogeist – mieszankę powerpopu i trashu, w którym śpiewa i gra na gitarze. I to on wpadł na pomysł, żeby na fanpage’u zespołu zachęcać do kupowania biletów na ich koncerty, płacąc marihuaną. Poczucie humoru godne ojca, ale wpływów The Rolling Stones na swoje inspiracje muzyczne nie wymienia. Przeciwnie – James wsłuchiwał się od zawsze w The Clash i Nirvanę. Lubił alternatywę. Zamieszkał we wschodnim Londynie, na Hackney, i cytując Micka Jaggera, jego syn sypiał w nocy z siekierą pod poduszką – ze strachu. Hackney jest uważane za jedną z najbardziej niebezpiecznych dzielnic stolicy, ze względu na gangi, wysoką przestępczość i handel narkotykami. Jednocześnie, od jakiegoś czasu,  jest to również miejsce bardzo modne wśród hipsterów i artystów. Podobnie jak madrycka Lavapiés, również słynąca z przestępczości, zasiedlana coraz częściej przez dziennikarzy, artystów i innych o wszelkiej maści wolnych zawodach. Podobnie zresztą było z Chelsea, na samym początku kariery Micka Jaggera, kiedy wprowadził się z Keithem Richardsem do zatęchłego mieszkanka na Edith Grove.   

„FUCKING, FIGHTING, NOTHING”

HBO właśnie ogłosiło, że nie będzie drugiego sezonu serialu (świetnego zresztą) „Vinyl”. Dramat o narkotycznych latach 70. i zjawiskowo oddanej scenie muzycznej tamtego czasu, został wyreżyserowany przez Martina Scorsese, a wyprodukowany przez Micka Jaggera. Odcinek pilotowy zrobił wielkie wrażenie – dwugodzinne wprowadzenie do lat 70. ubiegłego stulecia, odtworzone przez tych, którzy o tym czasie i jego znaczeniu w popkulturze wiedzą najwięcej, nie mogło się nie udać. Gdy rozmowy i decyzje na temat realizacji serialu rozpoczęły się w 2014 roku, nikt nie myślał, żeby James Jagger dostał jakąkolwiek rolę w prezencie. W tamtym momencie był już ustatkowanym 28-letnim mężczyzną, który myślał o założeniu rodziny. Nadal oczywiście koncertował z Turbogeist, jednak bardziej niż sławę cenił prywatność. I wciąż twardo stał na ziemi, pytany o sukces i zamieszanie wokół niego, które dała mu rola w „Vinylu”, odpowiadał uczciwie, że życie wystawione na widok publiczny jest częścią zawodu, jaki wykonuje, więc nie ma do nikogo pretensji. Pokazuje siebie zawsze tyle, ile chce.

Odcinek pilotowy „Vinyl” zrobił wielkie wrażenie – dwugodzinne wprowadzenie do lat 70. ubiegłego stulecia, odtworzone przez tych, którzy o tym czasie i jego znaczeniu w popkulturze wiedzą najwięcej, nie mogło się nie udać.

Na przesłuchaniach James okazał się idealny do roli Kipa Stevensa, wokalisty punkowego zespołu The Nasty Bits, którego oprócz „pieprzenia i bijatyki” nie obchodziło „nic” („fucking, fighting, nothing”). Kip grany przez Jamesa to totalny nihilista, przedstawiciel „straconego pokolenia”, zły na wszystko i wszystkich. O tym mówiła Vivienne Westwood wspominając młodość, o tym pamiętał Mick Jagger, to potrafił oddać James, według którego punk choć dziś nie jest w mainstreamie, nie umarł.

Śpiew, ruchy – wszystko w postaci Kipa przypominało Micka, ale w nowym wydaniu. Poza tym James wraz z ojcem napisali punkowe piosenki do serialu. To ich pierwsza wspólna praca w takim wymiarze. Niestety, nagrania spowodowały przerwę w koncertowaniu z Turbogeistem, który dopiero teraz wraca na właściwy tor. 

Mimo dobrych recenzji, zachwytów „The New York Times” nad ścieżką muzyczną i oddanej grupie fanów, oglądalność „Vinylu” nie zbliżyła się do milionów oczu świdrujących „Grę o Tron”. Decyzja władz HBO została podjęta.

I ŻYLI DŁUGO…

Jagger nie cierpi na brak zajęć. O najbliższych projektach aktorskich nie wspomina – być może zobligowany kontraktami. Wrócił za to do grania w Turbogeist. Wziął ślub ze swoją wieloletnią partnerką, artystką. Angażuje się w akcje ekologiczne, szczególnie te związane z oceanami, ich sprzątaniem, odbudowaniem rafy koralowej.

James zdobił okładkę wiosenno-letniego wydania „Vogue Homme”, pozując Bruce’owi Weberowi. Teraz jest jego czas. Kim, do diabła, jest więc James Jagger? Samodzielnym artystą, przed którym właśnie otwierają się drzwi. 

Fot. youtube.com/The New York Times

Udostępnij