KOBIETY PISTOLETY

To nie jest żadna akcja społeczna. Handel bronią kwitnie i nie chodzi tylko o miejsca, w których broń jest powszechnie dostępna. Przemysł wyczuł nowy trend: broń produkowaną z myślą o kobietach. A one? Kupują to.

 

Amerykański przemysł zbrojeniowy ustawił sobie nowy target: kobietę. To nowa era i coś do tej pory niespotykanego, przynajmniej na taką skalę. Oczywiście, kobieta z bronią znana jest w kulturze popularnej, od historycznej Joanny d’Arc, która mieczem traktowała angielskich rycerzy, przez Greczynkę – Laskarinę Bubulinę stojącą na czele wojsk przeciwko Turkom, po komputerową Larę Croft rozprawiającą się z przeciwnikami za pomocą kilkunastu ogromnych pistoletów i postaci z komiksów wydawnictwa Marvel. Nie wspominając o Czarnej Mambie z „Kill Bill” czy Abernathy z „Grindhouse: Death Proof” Quentina Tarantino. Dziś okazuje się, że realne kobiety noszą broń. I jest ich coraz więcej. W ostatnim czasie sprzedaż rewolwerów i strzelb wzrosła podobno aż o 74%, choć są to rachunki dyskusyjne (podane przez NRA), jak twierdzi Claudio Molinari, pisarz, który zajmuje się również tematyką broni wśród kobiet.

Jako że popyt generuje podaż, rynek zalewa aktualnie broń z kobiecymi motywami, biustonosze z kieszonkami na pistolety, podwiązki, a także specjalnie przygotowane torby. Więcej – strzelby przystosowane są do czyszczenia w zmywarce do naczyń. Są także firmy, które pomagają urządzić dom: schowki na broń w lampach, w ścianach czy pudełkach od chusteczek higienicznych to już norma.

Na corocznych kongresach NRA (Narodowego Stowarzyszenia Strzeleckiego Ameryki), ze sceny grzmi m.in. Donald Trump. I choć sam nie potrzebuje pieniędzy na kampanię, obóz konserwatysów nie odmawia przyjęcia sowitych datków.

Jak grzyby po deszczu wyrastają strzelnice dla kobiet. W sieci zaroiło się od filmów instruktażowych dla posiadaczek broni, albo tych, które dopiero do kupna się przymierzają. Mimo to, otwarcie na nowe klientki nie spowodowało, że rynek przestał być zmaskulinizowany i obrzydliwie seksistowski (hasła reklamowe: „Potrzebuję nawilżenia” są na porządku dziennym). Nic dziwnego, że sytuacja może dziwić nas z perspektywy kraju, w którym posiadanie broni jest nielegalne. W Stanach strzelby i pistolety reklamują nawet aktorzy, w tym R. Lee Emmey, słynny sierżant Hartman z filmu „Full Metal Jacket” Stanley’a Kubricka. Emmey występuje niemal w każdej reklamie broni i ma swój program o tej samej tematyce.

Wzrost zainteresowania bronią wśród kobiet odnotował także magazyn „Guns & Ammo”. Pierwszy raz od ponad pół wieku – czyli założenia gazety, na okładce pojawiła się kobieta, a lista prenumeratorów puchnie od damskich imion. Więcej, na rynku pojawiła się dedykowana strzelającym kobietom prasa – m.in. „Women & Guns”. Jest też popularna strona „Girls guide to guns” – różowa i romantyczna –przedstawiająca się jako mieszanka „Vogue” i „Guns & Ammo”. Przynajmniej tak twierdzi założycielka, Natalie Foster. Ciekawe. Foster przeglądając statystyki wywęszyła biznes, dlatego obok prowadzenia strony, zajęła się produkcją własnej linii broni – w różnych kolorach.

Gdzie w tym wszystkim kwestia samoobrony? Niestety, gubi się, ale ze względu na wysokie statystyki przestępczości w USA, broń ma stać się skuteczną ochroną. Wiele kobiet, właśnie z tego powodu, zdecydowało się po nią sięgnąć. Słabsza płeć ma czuć się bezpieczniej z pistoletem u boku, o czym informowało w obszernym raporcie amerykańskie wydanie „Marie Claire” i Harvard Injury Control Research Center. Jednak, jak czytamy w raporcie, tylko 1% badanych kobiet (próba na 5 tysiącach) w ciągu 5 ostatnich lat zostało zaatakowanych przez napastnika z bronią. A jeśli broń była obecna w domu, padały czterokrotnie częściej jej ofiarą.

Przemysł zbrojeniowy i handel bronią na terenie Stanów Zjednoczonych jest tak potężny, że z powodzeniem od wielu lat wpływa na politykę, a przecież w Stanach więcej kobiet niż mężczyzn się nią interesuje (10 milionów więcej kobiet ogląda debaty prezydenckie!). Na corocznych kongresach NRA (Narodowego Stowarzyszenia Strzeleckiego Ameryki), ze sceny grzmi m.in. Donald Trump. I choć sam nie potrzebuje pieniędzy na kampanię, obóz konserwatystów nie odmawia przyjęcia sowitych datków. NRA posuwa się dalej – nie zapomina o dzieciach, dla których stworzył tzw. Dzień NRA – dzień, w którym całe rodziny zbierają się wspólnie i w towarzystwie broni spędzają czas. NRA interesuje się obecnie o wiele więcej kobiet niż jeszcze 10 lat temu. Organizacja przeszła lifting, licząc na nowe wsparcie i głosy. Powstał nawet kanał NRAWomen.TV, z przepisami na dziczyznę, blogami członkiń i ogólnie pojętą indoktrynacją. Lobby jest silne.

Mimo wszystko część liczb dotyczących popularyzacji broni wśród kobiet jest zawyżona, jak donosi raport „Marie Claire” i Harvard Injury Control Research Center. Według przedstawionych przez nich statystyk, 12% kobiet posiada broń na własność (z czego 61% więcej niż jedną!) – czyli o połowę mniej, niż podają źródła NRA. I mowa wyłącznie o rejestrowanym sprzęcie, bo innym problemem są kobiece gangi, które terroryzują wybrane przez siebie dzielnice.

Co ważne, aż 63% kobiet domaga się, aby temat posiadania broni był głównym tematem nadchodzącej debaty prezydenckiej, a Hilary Clinton przekonuje, że to kobiety powinny zabrać głos w sprawie prawa dotyczącego posiadania broni, bo to one najczęściej cierpią z tego powodu – jako ofiary lub matki ofiar.

90 osób dziennie ginie w USA z rąk uzbrojonego napastnika – przypadkowo lub celowo. W tym samym czasie z odbiorników telewizyjnych blondynka i brunetka z ogromnym biustem bierze strzelbę w ramiona i strzela, zachęcając do tego inne kobiety. Dokąd zmierzamy? Dokąd?


Fot. Girl with flag and gun, 1952, Seattle Municipal Archives/ flickr.com CC by 2.0.

Udostępnij