DRINKI, MOTYLE I SŁOWA

Lizbonę nazwano na cześć Ulissesa. Ameryka stała się Ameryką dzięki Amerigo Vespucciemu. Są na świecie (i poza nim) cuda natury, jak i ludzkie przyjemności, które związane będą już na zawsze z pewnymi nazwiskami. Bo jak nie nazwać nowego gatunku pszczoły – którą wyróżnia wyjątkowo długi język – jak jednego z najważniejszych na świecie lingwistów?

 

Antropolog Virginia Mendoza wspomina: 2 czerwca 1977 roku motyl przyfrunął do okna w Montreux w Szwajcarii. Mężczyzna obserwował go zza okna, leżąc w szpitalnym łóżku i zapłakał. To był ostatni raz, kiedy widział motyla. Tym mężczyzną był Władimir Nabokow.

Nabokowa nikt nigdy nie śmiał traktować z przymrużeniem oka. Ale jego teorię o ewolucji motyli już tak. Kilka lat temu nad sprawą pochylili się – już po raz kolejny – naukowcy z Universytetu Harvarda. Nie dowierzali, ale wyniki badań nie mogły być błędne.

Nabokow miłością największą darzył motyle. A uczuciem tym zaraził go ojciec. Przyszły autor „Lolity” jako nastolatek jeździł na liczne wyprawy entomologiczne, szukał nowych gatunków owadów. Dochód z jego powieści „Król, dama, walet” przeznaczył na wyprawę w Pireneje. Gdyby nie rosyjska Rewolucja z 1917 roku, być może nigdy nie napisałby żadnej powieści… Gdy przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych, został opiekunem Muzeum Zoologii Porównawczej na Uniwersytecie Harvarda, której kolekcje wytrwale uzupełniał. Sklasyfikował motyle na podstawie „różnic w budowie narządów rozrodczych” i ukuł teorię o migracji (pięciokrotnej!) motyli z rodziny modraszek, narodzonych miliony lat temu w Azji, do Nowego Świata. Jego rację udowodniono dopiero dzięki badaniom genetycznym w 2011 roku.

W 2000 roku światło dzienne ujrzał tom „Motyle Nabokowa” wydany przez Beacon Press – wypełniony notatkami, stronami z dzienników, a nawet wierszami. To fikcja i nauka w jednym, którą udało się udostępnić czytelnikom dzięki synowi Nabokowa, który przełożył notatki ojca z języka rosyjskiego na angielski. Niedawno Yale University Press wydał książkę „Fine Lines: Vladimir Nabokov’s Scientific Art”, opierającą się na karierze naukowej pisarza-entomologa, z dokładnymi rysunkami jakie poczynił opisując każdy szczegół anatomiczny gatunków motyli. Nie może dziwić więc fakt, że kilka rodzajów tych owadów zostało nazwanych na cześć pisarza. Na świecie fruwają więc m.in. Nabokovie i Madeleinea’y.

Z siatką na motyle widywało się go tak często, jak Tolkiena z fajką. A skoro o Tolkienie mowa, jego imieniem nazwano ogromne drzewo w Kanadzie. Choć nazwisko pisarza widnieje na rogach ulic, albo na szyldach restauracji, ten okaz jest wyjątkowy. Urodzony w Anglii Tolkien doczekał się uhonorowania przez stowarzyszenie Canada’s Wilderness Committee, którego członkowie zorganizowali kampanię, mającą zmusić kanadyjski rząd do podjęcia ostrych kroków w sprawie zapobieżenia wycince starych, potężnych drzew. Jedno z nich, najsłynniejszy cedr o średnicy niemal 15 metrów, to Tolkien’s Giant

Z przyrodą – bo i z czym innym, będzie na zawsze kojarzony Karol Darwin. Biolog, autor pracy naukowej „O powstawaniu gatunków” doczekał się mianowania swoim imieniem niewielkiego płaza. Żaba Darwina, bo tak się nazywa, czyli Rhinoderma darwinii, którą naukowiec odkrył w Chile w trakcie podróży dookoła świata, jest dziś gatunkiem zagrożonym, m.in. przez choroby (grzybice) oraz niekontrolowaną wycinkę drzew. Ciekawostka: jest to jedyny kręgowiec, obok konika morskiego, którego samiec może zajść w ciążę.

Inny naukowiec, tym razem lingwista i filozof, Noam Chomsky może pochwalić się pszczołą należącą do rodziny miesierkowatych, która nazywa się tak samo jak on. Jakim cudem, skoro Chomsky słynie ze zwalczania udziwnionych porównań? Pszczoła Megachile chomskyi charakteryzuje się długim językiem. I to właśnie z powodu języka badaczka Cory Sheffield uznała, że złoży hołd najczęściej cytowanemu naukowcowi na świecie. Pszczołę odkryto w Teksasie, w 2013 roku. Dwa lata później Chomsky wydał książkę: „Jakimi istotami jesteśmy?”. Znaczące. A może znaczone? Zostawmy jednak strukturalizm w spokoju. Skupmy się za to na jednym słowie.

Geoffrey Nunberg, lingwista, profesor Uniwersytetu Columbia, przyznał w jednej ze swoich publikacji w „The New York Times”, że nazwisko George’a Orwella zasługuje na szczególną uwagę. Przymiotnik dzierżawczy „orwellowski” wszedł bowiem do powszechnego użycia. Stosuje się go wtedy, kiedy nawiązujemy do sytuacji, w której system zagraża wolnościom jednostki, albo społeczeństw. Jest to najczęściej stosowany przymiotnik w kulturze pochodzący od imienia współczesnego autora.

Słowa wypowiedziane lub napisane znaczą wiele. Słowem posługiwała się Charlotte Bronte, która w połowie XIX wieku napisała o wodospadzie, który szumiał niedaleko wioski Haworth. Uwielbiała go nie tylko ona, ale również jej siostry Emily i Anne. Dziś wodospad ten nosi ich nazwiko.

I jeszcze jedna przyjemność. Tym razem alkoholowa, a więc drinki – te uwielbiał Ernest Hemingway – jak nikt inny. Turyści i wielbiciele pisarza pielgrzymują do baru, w którym popijał mojito na Kubie, ale to nie mojito było jego ulubionym trunkiem. Jest za to drink, który odziedziczył po artyście nazwę – Daiquiri Hemingway, powstałe w Hawanie w 1921 roku.

Nie ma wątpliwości, że artyści mają duży wpływ na świat, który nas otacza. Na ich cześć chrzci się gwiazdy, planety, a nawet kratery na Marsie. Część nazwisk, jak wspomniany Orwell, wchodzi do popularnego obiegu i zaczyna żyć własnym życiem. Inne, jak Hemingway, przypominają o jego legendarnych rytuałach i słabościach. Niech tylko będą używane sensownie. I z szacunkiem.

Udostępnij