Protestować dziś można przeciwko wszystkiemu. I ostatnio tak właśnie się dzieje, dzięki narzędziom, jakie społeczeństwa otrzymały, albo same stworzyły. Jak na protest reaguje sztuka?

Słownik języka polskiego definiuje protest jako „ostre wystąpienie przeciw działaniu uważanemu za niesłuszne”. W dzisiejszej dobie protesty się szerzą. Można protestować przeciwko każdej, najdrobniejszej rzeczy. I tak, jak jeszcze w połowie ubiegłego stulecia były zapowiedzią fundamentalnych zmian społeczno-politycznych, dziś ich sens pogłębił się o każdą kategorię życia. Ma to swoje dobre strony – w końcu nikt nie odbiera nam prawa do wyrażania własnego zdania. Ale czy rzeczywiście powinniśmy kontestować każdą rzecz, a nawet poddawać aktowi protestu sam protest?

Wokół buntu i strajku urosła wystawa w londyńskiej Galerii Victorii Miro, którą będzie można oglądać od 23 września. Sztuka jako forma protestu ma niezwykle silne przesłanie, wychodzące poza kontekst samego sprzeciwu. Ekspozycja „Protest” będzie zbiorem historycznych i współczesnych dzieł artystów zaniepokojonych sytuacją społeczno-polityczną, której doświadczali w epokach, w których tworzyli, kwestionując struktury władzy i zadając niewygodne pytania. Językiem, którym się posługiwali (lub posługują) jest sztuka, nierzadko wstrząsająca, jak w przypadku obrazu amerykańskiej artystki Alice Neel – „Naziści Mordują Żydów” z 1936 roku.  Obok niej, zawisną i staną dzieła Douga Aitkena, Elmgreena & Dragseta, Isaaca Juliena, Wangechi Mutu, Richarda Prine’a czy Sarah Sze. Większość z nich nie jest dosłowną formą protestu, są za to obrazy, gesty, kompozycje, koncepty, które służą lub służyły jako wezwanie do podjęcia akcji. Są również platformą debaty i dialogu dotyczących zmian.

„Protest” w Victoria Miro Gallery od 23 września.

Fot. główne: Doug Aitken, Free, 2016, mat. promo.

Udostępnij