MURALIŚCI: CZĘŚĆ 2

David Alfaro Siqueiros to jeden z przedstawicieli Wielkiej Trójcy muralistów meksykańskich. Przystojny siłacz był bardzo porywczy i lubił sięgać po rewolwer za każdym razem, gdy ktoś mu się sprzeciwił.

 

Wracamy do Meksyku początku XX wieku. Do Rewolucji, której pamięć wciąż jest żywa. A przede wszystkim do kulturowych zmian i tego, co najciekawsze w sztuce. Przedstawiając Diego Riverę jako jednego z najważniejszych członków ruchu Mexicanidad, należy przejść do kolejnego ogniwa, bez którego rozkwit meksykańskiej sztuki naściennej nie byłby możliwy i którego czci się dziś podobnie jak czci się Riverę.

Cały ruch artystyczny Mexicanidad był konsekwencją konfliktów targających Meksykiem przed wiekiem. Rewolucjoniści – w głównej mierze robotnicy, których większość stanowili Indianie i Metysi, szukali sprzymierzeńca. A tego wciąż nie było. Już wydawało się, że nadszedł zbawiciel, ale pod wpływem gorączki władzy zmieniał się w diabła. I tak w kółko. Dominacja białych haciendados – właścicieli ziemskich, stanowiących mniejszość narodową, musiała zostać przerwana. Pierwsza połowa XX wieku była tym momentem, w którym uciśnione dzieci Ameryki Południowej zaczęły coraz głośniej dopominać się o swoje prawa – w Chile, Argentynie, Meksyku. Walczono o politykę równości.

Meksyk porewolucyjny, wciąż z szarpanymi, niezagojonymi ranami pod wodzą Obregóna, pochylił się nad popularyzacją kultury bujnie rozwijającej się jeszcze przez wejściem na te ziemie Corteza z hiszpańskim wojskiem. To tęsknota za autochtonicznym Meksykiem miała stać się podwalinami nowego państwa, nowej jakości.

Przedstawiciele ruchu Mexicanidad mieli nieść sztandary wolności i dumy, pobudzić nową sztukę. Okres lat 20. nazywa się dziś Edad Dorada – Złotym Wiekiem literatury, poezji i sztuki. Awangarda meksykańska miała wywrzeć niedługo wielki wpływ na artystów na innych kontynentach.

Pierwsza połowa XX wieku była tym momentem, w którym uciśnione dzieci Ameryki Południowej zaczęły coraz głośniej dopominać się o swoje prawa – w Chile, Argentynie, Meksyku.

Artyści skupieni byli na sztuce społecznej, odczuwając konsekwencje zaangażowania w życiu osobistym, społecznym i politycznym.

Początkowo kierunek wyznaczała Wielka Trójca, która lubiła o sobie mawiać „el grupo de los tres” (grupa trzech). Diego Rivera, David Siqueiros i Jose Orozco należeli do partii komunistycznej i malowali monumentalne obrazy naścienne, których w tym czasie byli propagatorami. Szanowano ich. Za pomocą pędzla opowiadali piękną, choć krwawą historię ojczyzny.

Jak wspominałam już w tekście o Diego Riverze, biblia pauperum, której byli autorami, wyrastała z myśli socjalistycznej, której wszyscy trzej byli wierni, a powstawała dla klasy robotniczej, której lwią część stanowili analfabeci. Murale były również narzędziem propagandowym, na które każdy zwracał uwagę. Każdy z el grupo de los tres rozumiał socjalizm inaczej. Istniały między nimi różnice (Rivera i Siqueiros regularnie kłócili się o Lwa Trockiego, aż podczas jednej z bójek wyciągnęli pistolety i zaczęli do siebie strzelać, po kilkunastu minutach kwitując wszystko śmiechem). Tacy to byli artyści, taki to był (i nadal jest) południowoamerykański temperament.

David Alfaro Siqueiros był postawnym mężczyzną, o bujnej czuprynie, niezłomnych poglądach i doskonałej kresce. W przeciwieństwie do Rivery, posługiwał się zgaszoną paletą barw (do czego używał zawsze mocnych kolorów), a jego postaci miały mniej gracji, były silne, a w tej sile tragiczne. Jego styl mocno nawiązywał do prekolumbijskich malowideł, w których badania był zaangażowany przez długi czas.

Urodził się w stanie Chihuahua pod koniec XIX wieku, od początku karmiony był rewolucyjnymi hasłami, ale też tradycją i historią cywilizacji prekortezjańskiej, o której rodzice nie pozwalali mu zapomnieć. I inaczej niż Rivera, który czas Rewolucji spędził w Europie studiując dzieła najważniejszych europejskich artystów i balując ze śmietanką awangardy, Siqueiros jako kilkunastoletni chłopak walczył u boku robotników i chłopów, Indian i Metysów o lepsze jutro.

1

Blanca Brum i David Siqueiros, fot. Jose Carlos Mariategui / flickr.com/ CC by 2.0

W końcu nadszedł oficjalny kres walk, a malarz udał się do Europy. Był 1919 rok. To tu poznał Riverę, którego szerokie kręgi arytystyczne znały i lubiły od dawna. Nie było lepszego miejsca na rozwój w tym czasie niż Paryż. To tu skrystalizowały się jego pomysły wiążące sztukę i politykę. I właśnie to miało stać się wkrótce jedynym celem jego życia: opowiadać sztuką o polityce. Taką wizję przedstawił kilka miesięcy później w drukowanym magazynie „Vida Americana”, kiedy przebywał w Barcelonie.

Był młodym artystą, ale już określonym, gdy minister kultury – Vasconcelos, po zakończeniu Rewolucji poprosił go o dołączenie do zespołu muralistów, którzy ozdobią mury najważniejszych budynków państwowych stolicy historią kraju.

David Alfaro Siqueiros był postawnym mężczyzną, o bujnej czuprynie, niezłomnych poglądach i doskonałej kresce. W przeciwieństwie do Rivery, posługiwał się zgaszoną paletą barw, a jego postaci miały mniej gracji, były silne i w tej sile tragiczne.

Siqueiros wrócił do Meksyku silniejszy o inspiracje ekspresjonistyczne i surrealistyczne. Europejska podróż mocno odbiła się na jego malarstwie, wzbogacając jego silną i zdecydowaną kreskę awangardowymi formami. I ten polityczny radykalizm. Wszyscy o nim wiedzieli i część wolała unikać z nim rozmów na ten temat. Nie bez kozery co jakiś czas Siqueirosa wtrącano do więzienia.

Pierwszym, najważniejszym miejscem oddanym Wielkiej Trójcy była Escuela Nacional preparatoria. Tu też powstały jedne z najwybitniejszych murali Siqueirosa.

W tym samym czasie malarz namówił Riverę i Orozco oraz innych przedstawicieli Mexicanidad do założenia Syndykatu Robotników, Malarzy i Rzeźbiarzy. Siqueiros głosił w manifeście odrzucenie malarstwa sztalugowego – brudnego, artystokratycznego, na rzecz sztuki monumentalnej – własności ludu. Artysta bardzo tego pilnował, nie znosił sprzeciwu i ustępstw. Angażował się w nielegalny periodyk „El Machete”, był członkiem Komunistycznej Partii Meksyku. I to, że Rivera czasami odpuszczał (zabawa i pieniądze, a przede wszystkim honor okazywały się momentami ważniejsza od polityki), doprowadzało go do furii. Szczególnie denerwował się, gdy jego poglądy zaczęły się rozmijać z poglądami towarzyszy. Podczas gdy Rivera wyznawał marksizm w lżejszej, południowoamerykańskiej formie chwaląc Lenina, a potem Trockiego, Siqueiros widział komunizm oparty na najbardziej restrykcyjnych przesłankach wynikających z myśli marksistowskiej, przekształcając się z czasem w wyznawcę stalinizmu. Jego manifestacje przysparzały mu regularnych kłopotów: siedem razy siedział w więzieniu z uwagi na walki uliczne, w które z lubością się wdawał. Wydalano go z krajów, do których podróżował ze względu na głoszenie komunistycznych haseł.

Bywał w Stanach Zjednoczonych, które zachwycały się jego sztuką. Przeniósł się tam w 1932 roku, aby malować w Plaza Art Center w Los Angeles. Tam też uczył się nowej techniki muralu, kładzenia farby na beton. Był też w Nowym Jorku, gdzie prowadził warsztat technik morednistycznych, którego założenia podobne były do bauhausowskich. Niewielu wie, że wśród zafascynowanych nim studentów był sam Jackson Pollock (po kilku latach miał się stać jednym z najważniejszych artystów ekspresjonizmu abstrakcyjnego). Z Nowego Jorku Siqueiros trafił do opętnej Wojną Domową Hiszpanii, gdzie przez kilkanaście miesięcy walczył przeciwko faszystom.

Mural Siqueirosa / fot. wikipedia.com

Mural Siqueirosa / fot. wikipedia.com

I co? I nic. Wciąż robił to samo. Ostatni raz aresztowano go w latach 60., kiedy jako profesor namawiał lewicujących studentów do zamieszek. Odsiedział 2 lata.

To wszystko widać było w jego muralach. Zasłynął wykorzystaniem niestandardowej kompozycji, tworzonej na bazie tzw. architektury dynamicznej – mowa więc o wielu perspektywach i kątach. Jego mocni, krzepcy bohaterowie to przedstawiciele kultury meksykańskiej, zamknięciu w ekspresyjnych, surrealistycznych formach.

Po podróżach wrócił do Meksyku, aby w 1939 roku namalować jeden z najważniejszych murali XX wieku – „Portret burżuazji”, genialnie zaprojektowany obraz naścienny. Szczęście i spokój nie trwały długo, bo już w 40. roku oskarżono Siqueirosa o udział w przygotowaniu zamachu na Lwa Trockiego, który przebywał w Meksyku zdobywszy azyl polityczny, w dużej mierze dzięki wstawiennictwu Fridy Kahlo i Diego Rivery. Siqueiros musiał uciekać do Boliwii, a potem na Kubę.

Minęły kolejne cztery lata. Artysta powrócił do Meksyku. Trochę się jakby uspokoił. Skupił się na malowaniu.

Jego ostatnim, prawdziwie monumentalnym projektem był Polyforum Cultural Siqueiros (1967-1971) – centrum, którego 12 zewnętrznych ścian pokrywa największy mural świata – „Marsz Ludzkości”, o zamalowanej powierzchni 238 m². Dziś to przestrzeń kulturalna, nazywana potocznie diamentem.

Siqueiros zmarł w 1974 roku w Ciernavaca.

To, co pozostawił po sobie to wielu świetnych artystów współczesnych, ale też duża mądrość przekazywana przez murale. Nie każdy musi zgadzać się z jego socjalistycznymi, skrajnie komunistycznymi poglądami, ale nie można odmówić Siqueirosowi doskonałej świadomości historyczno-filozoficznej. Kochał Amerykę Łacińską – miłości tej nie trzeba tłumaczyć.

Wspaniały artysta z „el grupo de los tres” to dziś jeden z największych artystów XX wieku. A na pewno jeden z najciekawszych.

Polyforum, fot. wikipedia.com

Polyforum, fot. wikipedia.com

 

* Artykuł powstał w oparciu o pracę magisterską: Maja Chitro „Wpływ ideologii marksistowskiej na sztukę Tiny Modotti i Diego Rivery, przedstawicieli ruchu Mexicanidad”, a także: Andrea Kettenmann „Diego Rivera. A Revolutionary Spirit in Modern Art” Benedikt Taschen Verlag GmbH, Köln 2000 oraz Tadeusza Łepkowskiego „Historia Meksyku” Zakład Narodowy im. Ossolińskich-Wydawnictwo, Wrocław 1986

Udostępnij