GENIUSZ, HALUCYNACJE, MUZYKA

Ludwig van Beethoven najprawdopodobniej miał halucynacje muzyczne. I podobno muzyka, której w rzeczywistości nie było, pojawiała się w jego kompozycjach. Pewnego razu dostał obsesji na punkcie melodii przypominającą muzykę z dzieciństwa. Wykorzystał ją w symfonii, która okazała się jednym z dzieł jego życia.

 

Muzyka niemożliwa. Muzyka, której nigdy nie było. A jednak, jej elementy potem pojawiały się w najważniejszych kompozycjach w historii kultury. I nie chodzi wyłącznie o Beethovena, choć ten przykład jest chyba jednym z najgłośniejszych, jeśli chodzi o halucynacje muzyczne.

Berlińscy naukowcy zlokalizowali region w mózgu – tzw. most – i to właśnie jego uszkodzenie może spowodować tę przypadłość, choć jest to dolegliwość bardzo rzadka. W artykule opublikowanym w magazynie „Neurologist”, neurolog Eva Schielke przyznała, że jej pacjenci słyszeli utwory Mozarta czy chór męski śpiewający folk. Wszyscy oni zdawali sobie sprawę, że muzyka ta istnieje tylko w ich świadomości. Halucynacje mogą być również spowodowane utratą słuchu (tak było w przypadku Beethovena), w podeszłym wieku. Mózg wytwarza bodźce muzyczne, kiedy przestaje je otrzymywać z zewnątrz. Na halucynacje muzyczne cierpiał także Schumann i Michaił Glinka.

Interesujące jest, że dźwięki są tak dokładne, że z łatwością można je powtórzyć. Nie są to też przypadkowe melodie, ale te, które w ciągu życia zapisały się w pamięci. Najczęściej słyszy się długie fragmenty kompozycji, muzykę sakralną oraz pieśni folklorystyczne. Zjawisko może trwać tygodniami.

Dużą rolę odgrywają emocje – to dzięki nim mózg aktywuje odpowiedni temat. Halucynacje są bardzo męczące, jednak w publikacji G.E. Berriosa „Muzyczne halucynacje. Historia i badania kliniczne” opisano badanie 86-latki, która uwielbiała koncerty słuchane w samotności, słyszane tylko przez nią. Niecierpliwiła się wyłącznie, gdy melodie zbyt często się powtarzały. Halucynacje pozwalały jej przywołać wspomnienia, a ona śpiewała.

Beethoven najprawdopodobniej zmagał się z tym problemem przez długi czas. Niektóre źródła twierdzą, że cierpiał na chorobę dwubiegunową. Nie są to jednak informacje potwierdzone, być może chodziło o niekonwencjonalne zachowanie i muzykę, którą słyszał – w tym czasie było na to tylko jedno wytłumaczenie – choroba psychiczna, a halucynacje przez długi czas przypisywano tego typu zaburzeniom.

Kompozytorowi wydawało się, że słyszy boskie melodie, zsyłane mu przez Najwyższego. Jak więc interpretować schillerowską „Odę do Radości”, skoro Beethoven najprawdopodobniej miał halucynacje muzyczne? Skoro je miał, w jego głowie pojawiały się dźwięki, które zapamiętał. Co więc z finałową częścią IX Symfonii – ostatnią ukończoną symfonią i jednym z najwybitniejszych dzieł w historii muzyki poważnej? To właśnie ten utwór, jeden z najważniejszych w twórczości Beethovena, hymn Unii Europejskiej, jest wynikiem wspomnienia z młodości kompozytora? Znawcy zastanawiają się, czy finałowy moment nie przypomina fragmentu „Misericordias Domini K.222” Wolfganga Amadeusza Mozarta. W magazynie „The Imaginative Conservative” redaktor Stephen Klugewicz wspomina, że „Misericordias Domini” powstało, gdy Mozart miał zalewie 19 lat, a Beethoven tylko 5. Przysłuchując się minutom 1:00, 2:00 i 5:08, słychać mocne podobieństwa i rozwinięcie tematu w „Odzie”. Nie umniejsza to geniuszu dzieła. Zapożyczenia całkiem inaczej wyglądały przed laty, kompozytorzy lubili „pożyczać” od siebie, a sam Georg Händel wykorzystywał wielokrotnie swoje własne kompozycje w kolejnych utworach. I choć o plagiatach mówiono już od XVII wieku, dotyczyło to głównie słowa pisanego. Co ciekawe Brahms zapożyczył do swojej I Symfonii, finał IX Symfonii Beethovena, konkludując, że „tylko głupiec by tego nie usłyszał”. Sam Beethoven nigdy nie przyznał się do wpływów Mozarta.

Udostępnij