OGLĄDASZ KINO KLASY B? DOBRZE DLA CIEBIE

Zamiast kina noir, albo najnowszego dramatu wybierasz film akcji z superbohaterami z kolekcji Marvel? Nic nie szkodzi, jak dowiodły badania, świadczy to o rozwiniętej inteligencji. Kulturowi wszystkożercy – tak ich opisują.

 

Ambitne kino ma to do siebie, że rozwija, pozostawia po sobie ślad, kończy się dyskusjami. Ma swój ciężar. W towarzystwie możemy się zdecydować na recenzję Bergmana, Felliniego, Hanekego, von Triera, Kieślowskiego, Wendersa… Kolejne nazwiska można mnożyć.

I o ile z ciekawością sięgamy po kolejne czy filmy obyczajowe, czasami zdarza się nam pójść do kina na… kino akcji lub komedię nie najwyższych lotów. Nie powinniśmy mieć jednak z tego powodu wyrzutów sumienia. Tym bardziej, że najnowsze badania dowiodły, że zamiłowanie do mało ambitnych filmów jest związane z ponadprzeciętną inteligencją. Więcej – osoby relaksujące się przy słabych filmach są bardziej chętne do szukania i doświadczania obrazów eksperymentalnych.

Niewielu zdarzyło się omijać filmy typu „Szczęki” czy „Legion samobójców”. Wybór (niekoniecznie spośród wymienionych dwóch) na weekendowy wypad do kina często staje się oczywisty – nie chcemy po ciężkim tygodniu spędzać kolejnych dwóch godzin przybici. Choć wiadomo – ambitne kino rozwija, należy dać sobie odpocząć i wybrać łatwą rozrywkę. Jeśli później czujemy się z tym źle, nie ma powodu do jakiegokolwiek niepokoju. Instytut Maxa Plancka we Frankfurcie przedstawił badania, które przeprowadzono na konsumentach nienajlepszej jakości filmów, zastanawiając się, skąd ich zgoda i chęć na oglądanie obrazów, które nie wnoszą nic do ich życia i są po prostu złe.

Najczęściej spośród ulubionych filmów klasy B wymieniano „Rekinado” – niskobudżetowy horror science-fiction, którego fabuła zadziwia: huragan porywa z oceanu rekiny, a jego siła wyrzuca je do miasta, które zaczynają terroryzować. Film jest całkiem nowy, bo z 2013 roku, nie ma sensu, ani ciągniętych wątków – jest za to dużo krwi. To właśnie to wątpliwe dzieło, wraz z kultowym „Planem dziewięć z kosmosu” Eda Wooda czy „Toksycznym mścicielem” były wymieniane najczęściej przez uczestników badania. Okazuje się jednak, że miłośnicy tego typu trashowego kina, oglądający je namiętnie, przejawiają tym samym zainteresowanie mainstreamem. Współtwórca badań, Keyvan Sarkhosh pisał w podsumowaniu: „to ludzie z ponadprzeciętną edukacją, których można opisać jako kulturowych wszystkożerców. Tacy widzowie zainteresowani są szerokim spektrum spojrzenia na sztukę i media, łamiąc tradycyjne granice kultury wysokiej i pop”. Trashowe filmy mają być ich dewiacją.

To pierwsze empiryczne studia przeprowadzone na tak dużą skalę nad popularnymi filmami i ich widownią. Dowiodły, że widzowie znajdują w rozrywce miażdżonej przez krytyków „ironiczną przyjemność”. Dotyczy to głównie mężczyzn – w badaniu udział wzięło aż 90% męskiej widowni.

Nic więc złego się nie stanie, jeśli w weekend obejrzymy najgorszy film w historii. 

Udostępnij