WŁOCHY NIEZNANE: ŚPIEW SYREN

Wyspy Eolskie, inaczej Liparyjskie nieopodal Sycylii to znakomite miejsce na odpoczynek. W ciszy, przy morzu, z wyśmienitym jedzeniem i w najstarszej restauracji na wyspie Filicudi.

 

Filicudi to wyspa położona na północ od Sycylii, na Morzu Tyrreńskim, wchodząca w skład Wysp Liparyjskich, których jest osiem. To tu swoje letniskowe domy kupowali Sycylijczycy, pozostając wciąż blisko swojego dobytku. Mieszkańcy kilku wiosek położonych na wyspie uprawiają winorośl, oliwki, zboże i warzywa, a każdego dnia witają ich wspaniałe widoki – w końcu wyspa położona jest na czterech wulkanach, z licznymi grotami i jaskiniami.

Do Filicudi dociera się wolno. Tego miejsca się nie zwiedza. Tam się odpoczywa. W słonym powietrzu czuć tymianek i miętę. Wszystko wydaje się trochę zapomniane, żyje własnym, spokojnym rytmem z jedną apteką, jednym bankiem i marketem spożywczym.

46013408

Większość przypływa tu obejrzeć wyspę z łodzi. W porcie cumuje więcej jachtów niż jest tu hoteli. I dobrze. To gwarantuje zachowanie jej charakteru.

Nad samym morzem, przy kamienistej plaży, na której cumują kolorowe łodzie okolicznych rybaków pamiętające czasy Hemingwaya, wznosi się dostojnie wysoki na dwa piętra, skromny budynek hotelu i restauracji La Sirena. Jest to miejsce historyczne, którym szczycą się mieszkańcy, położone w najurokliwszym miejscu wyspy, w rybackiej wiosce Pecorini Mare. Wydaje się, że świat się tu zatrzymał, przynajmniej kilkadziesiąt lat temu. Dziś La Sirena wygląda tak samo, jakby została wycięta z klatki któregokolwiek filmu Felliniego.

I przede wszystkim jest autentyczna. Siedząc wieczorem na niewielkim tarasie wyłożonym charakterystycznymi płytkami, na drewnianych krzesłach, przy drewnianych stołach nie tylko słychać szum morza i czuć orzeźwiającą bryzę (budynek od wody dzieli dosłownie kilka metrów), ale również smakuje się włoskie południe – szczególnie ryby, w towarzystwie sycylijskich i lokalnych win, podane na lokalnie wypalanej ceramice. Oprócz ryb serwuje się tu również inne klasyki, jak caponata, spaghetti alle mandrorle. Kucharze gotują ze składników zdobytych na wyspie. I gotują znakomicie.

Nad restauracją właściciel wynajmuje kilka pokoików – bardzo skromnych, prostych, z białymi ścianami, szafką i łóżkiem. To wszystko. Tylko i aż. Bo widok za oknem powala na kolana. Każdy z kilku pokoi ma mały balkon, z którego o poranku można spoglądać na morze.

Właścicielem jest marszand z Mediolanu, który miał nadzieję, ale nie przypuszczał, że do La Sirena ustawiać się będą kolejki.

Otwarte kilka miesięcy w roku (od 23 kwietnia do 9 października) miejsce zapewnia odprężenie, tak potrzebne w dzisiejszych, zbyt szybkich czasach.

home

Udostępnij