OD ETON PO HARROW: SZKOŁY DLA LUDZI SUKCESU

Nie ma wyjścia. Kończąc jedną z wiodących, męskich szkół w Wielkiej Brytanii, jest się właściwie zmuszonym do osiągnięcia sukcesów. Bo sukcesem jest już sam pomysł przekroczenia progów college’u, kolejnym – dostanie się do grona uczniów. A potem? Każdy kolejny sukces predestynowanego chłopca nadejdzie sam.

 

Wielka Brytania. Tam działa to najlepiej. Choć prywatne, męskie szkoły znajdują się w każdym kraju, wymienienie w swoim życiorysie nauki w Eton, Harrow, Abingdon czy Bedford stawia mężczyznę (w żadnej z tych szkół zasada koedukacji nie obowiązuje od wieków) w o wiele lepszej sytuacji od tego, któremu nie udało się (z powodów ekonomicznych – najczęściej, lub naukowych – równie często jak się okazuje) przekroczyć ich progu.

Większość z nich to szkoły z internatem, w którym od dziecka chłopcy uczą się nie tylko przedmiotów obowiązkowych, ale są angażowani w akcje dodatkowe, zdobywają umiejętności na polu dobrych manier. Czasami temat spadku ekskluzywności placówek zaczyna być dyskutowany, jednak władze szkół starają się trzymać poziom. Zrobiło się bardziej kolorowo pod względem kultur – to na pewno. Eton, niegdyś skupiające brytyjską śmietankę arystokratyczną, dziś gości dzieci rosyjskich oligarchów, zamożnych arabskich przedsiębiorców, amerykańskich biznesmenów, afrykańskich przywódców i japońskich inżynierów. Jeden z byłych uczniów Eton, Christopher de Bellaigue, m.in. o tym właśnie pisał w artykule opublikowanym w dodatku do „The Economist”, pytając o prestiż  placówki. No właśnie, co z tym prestiżem?

Eton College to jedna z najbardziej cenionych, szanowanych i najstarszych szkół męskich w Anglii, położona w 4-tysięcznej miejscowości o tej samej nazwie. Założył ją w 1440 roku król Henryka VI, jako bezpłatną szkołę dla 70 ubogich arystokratów (Collegers – uczący się za darmo, oraz części Oppidans – a więc mieszkańców miasta, którzy uiszczali opłatę). Wśród etończyków można dziś wymienić m.in. księcia Williama i księcia Harry’ego, byłego premiera Davida Camerona (był 19 brytyjskim premierem, który ukończył Eton), Aldousa Huxley’a, George’a Orwella, Iana Fleminga, Toma Hiddlestona, Olivera Proudlocka. Eton jest przepustką na najlepsze uniwersytety w kraju i za granicą. 1/3 uczniów trafia na Oxford i Cambridge.

Gdy jeszcze w XVIII wieku w Eton uczyło się 300 chłopców, dziś ich liczba wzrosła do 1300. Razem z ilością uczniów, wzrosły też opłaty. Wszyscy etończycy ulokowani są w 25 domach. Ponad sześć wieków nauczania przyniosło efekty. Metody są bardzo konserwatywne, chłopców obowiązują mundurki, dyscyplina i sztywne zasady, których nie wolno łamać. Eton jest też najsłynniejszą męską szkołą z internatem na świecie. I ma gwarantować sukces. Sukcesem jest już posiadanie odpowiednich środków, aby móc sfinansować (ok.12 tysięcy funtów za semestr, ok. 34 tysiące funtów za rok) naukę w Eton. Ale nie tylko o pieniądze tu chodzi – najtrudniejsze są egzaminy wstępne, na których polega wielu uczniów. Christopher de Bellaigue w swoim artykule wspominał historię, gdy pewien bardzo znany oligarcha rosyjski złożył wizytę w towarzystwie dwóch rosłych ochroniarzy dyrektorowi placówki, próbując go przekonać ofertą nie do odrzucenia do przyjęcia syna, choć na teście nie poszło mu najlepiej. Dyrektor odmówił. Stanowczo. Takie panują zasady. I są niezmienne. Jak niezmienna pozostaje godzina picia słynnej angielskiej herbaty.

Do Eton przyciąga rozbudowany program edukacyjny, wachlarz zajęć pozalekcyjnych, a także aktywności socjalizujące – teatry, muzea, spotkania towarzyskie, co ma wzbogacić przyszłych absolwentów o zdolności bezproblemowego poruszania się w kręgu kultury.

O młodzież się dba – najmłodsi tęsknią za domem i trzeba im pomóc w przystosowaniu się do nowych warunków. Podobnie jak tym, którzy mają problemy z nauką. Namiastkę prywatności zapewniają pojedyncze pokoje, w których uczniowie mają zapewniony spokój.

Na południe od Oxfordu leży miejscowość Abingdon. I ona może pochwalić się znakomitą męską szkołą – Abingdon School. Jest starsza od Eton, bo założona w 1256 roku przez Benedyktynów. I tak jak w Eton uczą się chłopcy od 13-18 roku życia, do Abingdon przychodzą już 11-latkowie. Łącznie jest ich 860, a mieszkają ulokowani w 9 domach. Poziom trzyma podobny do Eton – jest uznawana za jedną z najlepszych szkół w Wielkiej Brytanii, a to dzięki znakomitym wynikom osiąganym przez uczniów. Abingdon słynie z rozwijania ukrytych talentów, pozwalając uczniom na samorozwój dzięki próbowaniu wielu rzeczy. Oprócz standardowych zajęć, w Abingdon stawia się na tolerancję, co nie jest skomplikowane, ponieważ towarzystwo w szkole jest wielokulturowe.

Abingdon kończyli m.in. członkowie Radiohead, Thom Yorke (oraz jego brat Andy Yorke), Phil Selway, Ed O’Brien, Colin Greenwood, Johny Greenwood czy muzyk Nigel Powell.

fot. Eton – mat. promo.

fot. Eton – mat. promo.

 

Jeszcze wcześniej niż w Abingdon, naukę rozpoczynają chłopcy w Bedford School. Tu nauka trwa od 7-18 roku życia. Jest to jedna z wiodących męskich szkół z internatem w Wielkiej Brytanii, szczególnie znana z odkrywania wielu sportowych i naukowych talentów. Głównym celem jest rozwijanie inteligencji wśród młodzieży i silnego ducha mądrej rywalizacji. Korzystanie z internatu nie jest warunkiem – chłopcy mogą uczęszczać na zajęcia, po których wracają do domu, inni mogą wybrać internat przez 5 dni w tygodniu, dla jeszcze innych Bedford stanie się domem przez 11 pełnych lat. Zajęcia są wyzwaniem intelektualnym – wiedza i pobudzenie ciekawości są najważniejsze, jak głoszą i zapraszają hasła eksponowane w informatorach i na stronie internetowej szkoły. Co interesujące, wśród wyników International Baccalaureate – fundacji edukacyjnej założonej w 1968 roku w Genewie, współpracującej z 3488 szkołami z całego świata, w ostatnich latach uczniowie Bedford wypadli najlepiej w kraju.

Najsilniejsza w Bedford jest jednak tradycja sportowa – z rugby, hokejem, krykietem i wioślarstwem na czele. I to miłość do sportu (obok miłości do nauki) kadra wpaja pupilom. Wielu absolwentów służyło (i służy) w wojsku, ale także jest aktywnymi parlamentarzystami i czynnymi politykami. Spełniają się też jako dzienniakarze i sportowcy.

Obok Eton, to Harrow jest drugą najpopularniejszą wśród najlepszych męskich szkół. Również w Harrow stawia się na dyscyplinę i tradycję, a jej notowania każdego roku plasują ją w czołówce pierwszej dziesiątki. Uczniowie, znów podobnie jak Eton, rozpoczynają edukację w wieku 13 lat.

Płacąc niewiele ponad 12 tysięcy funtów za semestr, przyszli uczniowie muszą zdać skomplikowany egzamin wstępny. Potem, program dobierany jest bezpośrednio do osiągnięć i zainteresowań uczniów. Sami chłopcy mogą wybrać dodatkowe zajęcia z języków obcych czy sport. Każdy z uczniów ma swojego opiekuna, który pomaga mu w trudnościach szkolnych, a jeśli trzeba, również osobistych. Dużą wagę przywiązuje się do nauczania rugby i krykieta – tradycyjnych brytyjskich dyscyplin. Charakterystyczne są stroje i terminologia, którą posługują się uczniowie.

Wśród elit mówi się, że ci z Harrow są sztywniejsi od etończyków. Nic dziwnego. Te dwie szkoły najbardziej ze sobą rywalizują. Swoją siłę demonstrują każdego roku na słynnym meczu krykieta. Podczas, gdy władze Eton szczycą się wybitnymi absolwentami, podobnie jest z Harrow. Wystarczy wymienić choćby Lorda Byrona, Winstona Churchilla. Również popularny muzyk James Blunt ukończył tę placówkę.

Nie tylko rywalizują ze sobą szkoły. Silne podziały targają nimi od wewnątrz. Kategoryzacja dotyczy tzw. „Old Etonians” i „Old Harrovians”, a więc tych, którzy z dziada pradziada kontynuowali naukę w jednej ze szkół. Zmiany społeczne są dziś tak widoczne, że „starych” etończyków nie pozostało już aż tylu. Elity z całego świata próbują umieścić dziś swoje potomstwo w brytyjskich szkołach – dla prestiżu. To przede wszystkim. Ale również, żeby zapewnić im lepszy start w życiu.  Dzieje się tak od niedawna, wcześniej administracja niechętnie dopuszczała „obcych”, którzy chcieli przekroczyć mury szanowanej szkoły. Nowa elita ma pieniądze, ambicje i jest głodna wiedzy. Według szacunków, do których dotarł Christopher de Bellaigue, dziś tylko 20% uczniów Eton należy do grona zwanego OE („Old Etonians” – przyp.red.), podczas gdy w latach 60. XX wieku było to aż 60%.

Wykładowcy są nadal traktowani jak olimpijscy bogowie, sprawiając, że prywatne, męskie instytucje pozostają nadal lustrem dzisiejszej socjety. Do szkoły dla bogatych dzieci, mają szansę trafić jednak również ci, których na wykształcenie w którejkolwiek z wyżej wymienionych szkół stać by nie było. Pozwalają na to programy stypendialne, których mimo wszystko jest nadal niewiele. Warunek? Doskonałe wyniki w nauce.

Chłopcy przechadzający się po skwerach i pamiętających wieki średnie korytarzach w szytych na miarę strojach, w XXI wieku pamiętają o tradycji. I pielęgnują ją. Oprócz rodowitych Brytyjczyków, wyspiarską tradycję kontynuują przedstawiciele wielu krajów i ras. Kontynuują też tradycję snobizmu. Mimo powszechnie proponowanej integracji płci i szkół koedukacyjnych, chłopcy spędzają tu czas wyłącznie ze sobą, skazani na siebie – mieszkają w internatach, co dziś jest także krytykowane przez obrońców praw dzieci, jako forma przemocy. 13-latki nie do końca są przygotowane na pozostawienie swojego domu (i znoszenie upokorzeń od starszych nazywających małolatów prześmiewczo „cyckami” w Eton lub „muszelkami” w Harrow), choć tradycyjne brytyjskie wychowanie przewiduje surowe przygotowanie do życia (za każde spóźnienie w Eton, czas snu spóźnialskiego ucznia się istotnie skraca). Standardy prywatnych szkół do czegoś zobowiązują. Wybór pozostaje w rękach rodziców (w mniejszym stopniu dzieci, w końcu to starsi wiedzą, co będzie dla nich lepsze…) – albo się na to godzą, albo nie.

A lista rezerwowa w każdej ze szkół ciągnie się kilometrami.

fot. Harrow – mat. promo.

fot. Harrow – mat. promo.

Udostępnij