ORATORZY: GEORGE W. BUSH

Nie było to łatwe wystąpienie. Ataki terrorystyczne wymierzone w 2001 roku w Stany Zjednoczone zmieniły optykę świata. Ówczesny prezydent G.W. Bush stanął przed najtrudniejszym egzaminem w swoim życiu.

 

Gdy 11 września 2001 roku pierwszy samolot z impetem wbił się w jedną z bliźniaczych wież WTC media oniemiały. Oniemiały, zanim oniemiał świat. Największe serwisy informacyjne na świecie przekazywały ostrożnie informacje o nieszczęśliwym wypadku, nikt nie odważył się mówić wtedy o ataku terrorystycznym. Służby specjalne zdezorientowane, po chwili przekazały wszystkie informacje prezydentowi, który w tym czasie odwiedzał jedną z amerykańskich szkół. Kilka minut później, gdy drugi budynek przeszył kolejny samolot, wszystko powoli zaczęło się układać w dramatyczną układankę, siejąc zamęt i panikę. Oto na oczach całego świata doszło do krwawego starcia cywilizacji. W tym samym momencie na horyzoncie majaczył kolejny – trzeci samolot, a celem porywaczy miał być Pentagon. Był to czas i samolot, który mógł oznaczać tylko jedno – słowa te wypowiedziała głowa państwa, George W. Bush nazywając akt „wypowiedzeniem wojny”. Czwarty – legendarny już i jakże tragiczny lot 93 przed zderzeniem z Białym Domem uratowali pasażerowie, włamując się do zablokowanej przez terrorystów kabiny pilotów i poświęcając swoje życie w imię ojczyzny, rozbijając go na polach Pensylwanii.

Dziś wiadomo, że 11 września stało się coś, co zmieniło świat całkowicie. Z powszechnego, domniemanego spokoju Zachód został wybudzony najstraszliwszą metodą. Bush stanął przed ogromnym wyzwanie, był to bowiem również pierwszy rok jego prezydentury. Jakże trudny.

Decyzje, jakie  po kolei podejmował Bush nie były łatwe, a większość z nich była i jest dziś nadal surowo oceniana przez komentatorów. Ich wynikiem ma być wiele dzisiejszych konfliktów, szczególnie na Bliskim Wschodzie, a także ISIS, które rosło w siłę w momencie, gdy całe siły USA skierowało na Al Kaidę i ich przywódców. Ich eskalacja dotyka dziś już nie tylko Stany Zjednoczone, ale również inne kraje, szczególnie europejskich sojuszników USA.

W momencie wygłoszenia historycznego przemówienia Prezydenta USA, które wygłosił po tragicznych atakach 11 września 2011 roku w Kongresie, jeszcze nikt nie miał zamiaru go oceniać. Naród mówił wspólnym językiem bólu, żalu, ale w żadnym wypadku strachu. Wspólnota oznaczała siłę i niezłomność, które miały stać się tarczą Zachodu w walce z terroryzmem.

Przemówienie Busha wpisało się do historii jako jedno z najważniejszych.

G.W. Bush, przemówienie w Kongresie po 11 września 2001

Panie przewodniczący Izby Reprezentantów, panie tymczasowy przewodniczący Senatu, członkowie obu Izb Kongresu, rodacy:
Kiedy sprawy toczą się swoim zwyczajnym torem, prezydent staje co roku przed tą Izbą, aby zdać raport o stanie państwa. Tego wieczoru nie trzeba takiego raportu. Zdał go już amerykański naród.
Byliśmy świadkami odwagi pasażerów, którzy ruszyli na terrorystów, aby ocalić ludzi na ziemi. Postaci wyjątkowych jak Todd Beamer. Chciałbym, abyśmy wspólnie powitali obecną tutaj jego żonę, Lisę Beamer.
Mogliśmy dostrzec stan naszego państwa w wytrwałości służb ratowniczych pracujących bez ustanku, mimo skrajnego wyczerpania.
Widzieliśmy łopocące flagi, płonące świece, tłumy krwiodawców, słyszeliśmy modlitwy odmawiane po angielsku, hebrajsku i arabsku.
Byliśmy świadkami godnego zachowania się ludzi ofiarnych i pełnych miłości bliźniego. Ból i żal osób im nieznanych odczuli jak własny.
Współobywatele, przez ostatnie dziewięć dni cały świat mógł na własne oczy przekonać się o sile naszego państwa. Dziś nasz kraj jest świadom niebezpieczeństwa i czuje się wezwany do obrony wolności. Nasz ból przerodził się w gniew, a gniew w determinację. Sprawiedliwości stanie się zadość, niezależnie od tego, czy doprowadzimy naszych wrogów przed jej oblicze, czy też dościgniemy ich, aby ją wymierzyć.
Dziękuję Kongresowi za jego przywództwo w tak ważnym czasie. Cała Ameryka była wzruszona, kiedy wieczorem tamtego tragicznego dnia Republikanie i Demokraci zaśpiewali razem na schodach Kapitolu hymn ‚Boże, błogosław Amerykę’.
Ale nie ograniczyliście się tylko do śpiewu. Przeszliście do czynu, przeznaczając 40 mld dolarów na odbudowę naszych miast i na potrzeby wojska. Panie przewodniczący Hastert, panie przywódco mniejszości Gephardt, panie przewodniczący większości Daschle i panie senatorze Lott: dziękuję za waszą przyjaźń, przywództwo i służbę dla naszego kraju.
W imieniu narodu amerykańskiego dziękuję światu za jego wsparcie. Ameryka nigdy nie zapomni chwil, gdy nasz hymn zabrzmiał w pałacu Buckingham, na ulicach Paryża i pod berlińską Bramą Brandenburską. Nie zapomnimy południowokoreańskich dzieci, które modliły się przed naszą ambasadą w Seulu, ani modłów odprawionych w kairskim meczecie. Nie zapomnimy minut ciszy i dni żałoby w Australii, Afryce i Ameryce Łacińskiej. Nie zapomnimy też o obywatelach 80 innych krajów, którzy zginęli wraz z naszymi. O tych kilkudziesięciu Pakistańczykach, ponad 130 Izraelczykach, ponad 250 obywatelach Indii, o mężczyznach i kobietach z Salwadoru, Iranu, Meksyku, Japonii, o setkach obywateli brytyjskich.
Ameryka nie ma prawdziwszego przyjaciela niż Wielka Brytania. Po raz kolejny łączy nas wielka sprawa. Jestem zaszczycony, że brytyjski premier przebył ocean, by zamanifestować jedność z Ameryką. Dziękuję za to, że przybyłeś, przyjacielu.
11 września wrogowie wolności wypowiedzieli wojnę naszemu krajowi. Amerykanie zaznali w swoich dziejach wielu wojen, ale przez ostatnie 136 lat były to wojny na obcej ziemi, z wyjątkiem jednej niedzieli w 1941 roku. Amerykanie ginęli w wojnach, ale nie w centrum swojego wielkiego miasta w pewien spokojny poranek. Amerykanie zaznali różnych niespodziewanych ataków, ale nigdy dotąd przeciwko tysiącom osób cywilnych. Wszystko to spadło na nas w jeden dzień. Zanim nadeszła noc, świat był już inny. Był to świat, w którym wolność jako taka stała się celem napaści.
Amerykanie zadają sobie dziś wieczorem wiele pytań. Pytają: ‚kto zaatakował nasz kraj’?
Wszystkie zebrane przez nas dowody wskazują na siatkę luźno powiązanych organizacji terrorystycznych znaną jako Al-Kaida. Należą doń niektórzy ze zbrodniarzy poszukiwanych za zamachy na Ambasady Amerykańskie w Tanzanii i Kenii oraz za atak bombowy na okręt USS Cole.
Al-Kaida w świecie terroru jest tym, czym mafia dla przestępczości. Ale jej celem nie jest zdobycie pieniędzy. Dąży ona do przekształcenia świata i narzucenia wszystkim ludziom swoich radykalnych przekonań.
Terroryści wyznają marginesową formę skrajnego islamizmu, którą odrzuciła większość muzułmańskich teologów i duchownych. To margines, który wypacza pokojowe nauczanie islamu. Ich idee nakazują zabijać chrześcijan i Żydów, zabić wszystkich Amerykanów, bez różnicy czy cywilów, czy wojskowych, w tym kobiety i dzieci.
Grupa ta i jej przywódca imieniem Osama bin Laden związani są z wieloma innymi organizacjami w różnych krajach – w tym z egipskim Islamskim Dżihadem oraz Ruchem Islamskim z Uzbekistanu.
Tysiące takich terrorystów żyje w ponad 60 krajach. Werbuje się ich w ich krajach i wioskach, po czym przenosi do obozów w Afganistanie i w innych podobnych miejscach, gdzie uczą się taktyki terroru. Następnie zostają odesłani do domów albo ukryci w różnych zakątkach świata, gdzie spiskują w imię zła i zniszczenia.
Przywództwo Al-Kaidy cieszy się wielkimi wpływami w Afganistanie i wspiera reżim talibów w jego panowaniu nad większością kraju. Patrząc na Afganistan, możemy ujrzeć, jaką wizję świata ma Al-Kaida. Tamtejsza ludność jest maltretowana, wielu ludzi cierpi głód albo uciekło za granicę. Kobiety nie mają prawa do nauki w szkole. Za posiadanie telewizora grozi więzienie. Religię wolno praktykować tylko w sposób narzucony przez przywódców. Można trafić za kratki nawet za noszenie zbyt krótkiej brody.
Stany Zjednoczone odnoszą się z szacunkiem do mieszkańców Afganistanu, w istocie jesteśmy największym źródłem pomocy humanitarnej dla nich. Ale potępiamy reżim talibów. Nie tylko uciska on swoich poddanych, ale zagraża ludziom wszędzie na świecie, udzielając wsparcia i schronienia terrorystom. Pomagając i popierając morderców, reżim talibów sam staje się winny morderstw. Dziś Stany Zjednoczone Ameryki stawiają talibom następujące warunki:
Wydajcie władzom Stanów Zjednoczonych wszystkich przywódców Al-Kaidy, ukrywających się w waszym kraju.
Zwolnijcie wszystkich niesłusznie zatrzymanych cudzoziemców, w tym obywateli amerykańskich. Zapewnijcie bezpieczeństwo zagranicznym dziennikarzom, dyplomatom i pracownikom organizacji pomocowych. Zamknijcie niezwłocznie i definitywnie wszystkie obozy szkoleniowe dla terrorystów w Afganistanie. Przekażcie odpowiednim władzom wszelkich terrorystów i każdego, kto należy do wspierających ich struktur.
Dajcie Stanom Zjednoczonym pełen dostęp do obozów terrorystycznych, byśmy mogli się upewnić, że przestały działać.
Warunki te nie podlegają ani dyskusji, ani negocjacji. Talibowie muszą zadziałać, i to natychmiast. Albo wydadzą terrorystów, albo podzielą ich los. Chcę teraz zwrócić się bezpośrednio do muzułmanów na całym świecie. Szanujemy waszą wiarę. Wyznaje ją bez żadnych ograniczeń wiele milionów Amerykanów i jeszcze więcej milionów ludzi w krajach, które Ameryka zalicza do swoich przyjaciół. Jej nauki niosą przesłanie dobra i pokoju. Ci, którzy czynią zło w imię Allaha, bluźnią przeciwko jego imieniu.
Terroryści są zdrajcami własnej wiary. Usiłują oni w istocie porwać i zawłaszczyć dla siebie islam.
To nie rozliczni muzułmańscy przyjaciele są wrogami Ameryki. To nie wielka liczba naszych arabskich przyjaciół. Naszym wrogiem jest groźna siatka terrorystyczna oraz każde państwo, które udziela jej wsparcia.
Nasza wojna z terroryzmem zaczyna się od Al-Kaidy, ale na niej się nie kończy. Nie skończy się dopóty, dopóki każda grupa terrorystów o światowym zasięgu nie zostanie odszukana, powstrzymana i pokonana.
Amerykanie zadają sobie pytanie: ‚Dlaczego nas nienawidzą’?
Nienawidzą właśnie tego, czego ucieleśnienie znajduje się w tej sali: demokratycznie wybranej władzy. Ich przywódcy są samozwańczy. Nienawidzą naszych swobód: naszej wolności religii, słowa i zgromadzeń, naszych wolnych wyborów i naszego prawa do różnienia się między sobą.
Chcieliby obalić rządy w wielu krajach muzułmańskich takich jak Egipt, Arabia Saudyjska i Jordania. Chcą zmieść Izrael z mapy Bliskiego Wschodu. Chcą przepędzić chrześcijan i Żydów z ogromnych połaci Azji oraz Afryki.
Terroryści ci nie zabijają tylko po to, żeby odebrać życie, ale również po to, żeby zniweczyć pewien styl życia. Liczą, że wraz z każdą tragedią Ameryka będzie się coraz bardzie bać, wycofa się ze świata i zapomni o przyjaciołach. Skierowali się przeciwko nam, bo stoimy na ich drodze.
Nie zwiodą nas ich objawy pobożności
Znamy z przeszłości ludzi tego pokroju. To spadkobiercy krwawych ideologii XX stulecia. Poświęcają ludzkie życie na ołtarzu radykalnych wizji, wyrzekają się wszelkich wartości z wyjątkiem swojej żądzy władzy; kroczą w ten sposób śladami faszyzmu, nazizmu i totalitaryzmu i pójdą tym szlakiem do końca, aż na historyczne cmentarzysko porzuconych fałszów.
Amerykanie pytają siebie: ‚Jak zamierzamy walczyć i wygrać tę wojnę’?
Przeznaczymy na zniszczenie globalnej sieci terroru wszystkie siły i zasoby będące w naszym zasięgu: każdy środek dyplomatyczny, każdy instrument wywiadu, każde narzędzie egzekwowana prawa, wszelkie wpływy finansowe i niezbędny sprzęt wojskowy.
Ta wojna nie będzie przypominać wojny z Irakiem sprzed dziesięciu lat, która miała szybkie zakończenie i doprowadziła do całkowitego wyzwolenia pewnego terytorium. Nie będzie przypominać wojny powietrznej nad Kosowem sprzed dwóch lat, kiedy to do walk nie weszły wojska lądowe i nie zginął żaden Amerykanin.
Nasza reakcja nie może polegać jedynie na szybkim odwecie i izolowanych uderzeniach wojskowych. Amerykanie powinni się spodziewać nie jednej bitwy, lecz długiej kampanii, niepodobnej do żadnej poprzedniej. Obejmie ona zarówno spektakularne uderzenia transmitowane przez telewizję, jak i operacje, które nawet po udanym zakończeniu pozostaną tajne.
Odetniemy terrorystów od źródeł finansowania, zwrócimy jednych przeciwko drugim, przepędzimy z miejsca na miejsce, aż nie znajdą żadnej kryjówki ani miejsca na wytchnienie.
Będziemy ścigać kraje, które dostarczają pomocy i schronienia terrorystom. Każdy kraj w każdym regionie świata musi teraz zdecydować: albo jesteście z nami, albo z terrorystami. Od dziś każdy kraj, który nadal gości albo wspiera terrorystów, będzie uważany przez Stany Zjednoczone za wroga. Nasz naród zrozumiał, że nie jesteśmy uodpornieni na ataki. Podejmiemy więc kroki obronne przeciwko terroryzmowi, aby chronić Amerykanów.
Odpowiedzialność za bezpieczeństwo wewnętrzne spoczywa na kilkudziesięciu departamentach i agencjach federalnych oraz na władzach stanowych i lokalnych. Ich działania muszą zostać skoordynowane na najwyższym szczeblu. Tak więc ogłaszam dziś powołanie bezpośrednio podległego mi stanowiska rządowego – urzędu do spraw bezpieczeństwa wewnętrznego. Ogłaszam też, że powierzyłem misję umocnienia naszego bezpieczeństwa wybitnemu Amerykaninowi, weteranowi wojennemu, świetnemu gubernatorowi, szczeremu patriocie, zaufanemu przyjacielowi – Tomowi Ridge’owi z Pensylwanii. Ma on za zadanie nadzorować i skoordynować realizację szeroko zakrojonej strategii, mającej na celu ochronę kraju przed terroryzmem oraz odpowiednie zareagowanie na każdy ewentualny atak.
Są to kroki niezbędne. Jedynym sposobem pokonania terroryzmu jako zagrożenia dla naszego sposobu życia jest jego eliminacja tam, skąd wyrasta. W tym zadaniu będzie uczestniczyć wielu ludzi – od agentów FBI i funkcjonariuszy wywiadu aż po rezerwistów powołanych do służby. Wszystkim należą się od nas słowa podziękowania i nasze modlitwy.
Dzisiaj, stojąc o kilka mil od uszkodzonego budynku Pentagonu, mam do przekazania naszym żołnierzom: bądźcie gotowi. Postawiłem siły zbrojne w stan podwyższonej gotowości, i to nie bez powodu. Nadchodzi godzina, kiedy Ameryka przejdzie do czynów i to dzięki wam poczujemy się dumni.
Ale to nie jest tylko sprawa Ameryki. Gra nie toczy się tylko o jej wolność. To walka całego świata. To walka cywilizacji. To walka wszystkich, którzy wierzą w postęp i pluralizm, w tolerancję i wolność. Prosimy wszystkie kraje – dołączcie do nas.
Będziemy potrzebować pomocy ze strony sił policyjnych, służb wywiadowczych i systemów bankowych na całym świecie. Stany Zjednoczone są wdzięczne, że tak wiele krajów i organizacji międzynarodowych już wyraziło swoje zrozumienie i wsparcie – od Ameryki Łacińskiej, przez Azję, Afrykę, Europę aż po świat islamski.
Być może postawę świata najlepiej odzwierciedla Karta Atlantycka: atak na jeden kraj jest atakiem na wszystkie inne. Świat cywilizowany staje u boku Ameryki. Świat ten rozumie, że jeśli sprawcy tego aktu terroru unikną kary, to jego miasta i jego obywatele będą następni w kolejności. Terror pozostawiony bez odpowiedzi nie tylko burzy budowle, ale zagraża także stabilności prawomocnych rządów.
Powiem wam jedno: nie dopuścimy do tego.
Amerykanie zadają sobie pytanie: ‚Czego się po nas oczekuje’?
Proszę was – żyjcie waszym życiem i przytulcie do siebie wasze dzieci. Wiem, że dziś wielu naszych obywateli żyje w lęku. Chcę, abyście byli spokojni i opanowani, nawet w obliczu ciągłego zagrożenia.
Chcę, byście trwali przy wartościach Ameryki i pamiętali, dlaczego tak wielu przybyło do niej. Walczymy w obronie naszych zasad, więc naszą pierwszą powinnością jest stosować je w życiu. Nie wolno nam traktować niesprawiedliwie czy obrażać kogokolwiek z powodu jego pochodzenia etnicznego lub wiary.
Proszę was o dalsze wsparcie datkami ofiar niedawnej tragedii. Każdy ofiarodawca może znaleźć na stronie libertyunites.org listę organizacji niosących bezpośrednią pomoc w Nowym Jorku, Pensylwanii i Wirginii.
Tysiące agentów FBI prowadzących to śledztwo może potrzebować waszej pomocy o którą się do was zwracam. Proszę was o cierpliwość w obliczu niedogodności i opóźnień wywołanych przez zaostrzone środki bezpieczeństwa; zdobądźcie się na cierpliwość w czekającej nas długiej walce.
Proszę was o dalsze uczestnictwo w funkcjonowaniu amerykańskiej gospodarki i o zaufanie do niej. Terroryści zaatakowali symbol amerykańskiego dobrobytu, ale nie uderzy. w jego źródło. Ameryka odnosi sukcesy dzięki ciężkiej pracy, kreatywności i przedsiębiorczości jej narodu. Na tym polegały mocne punkty naszej gospodarki przed 11 września, i m tym polegają one także dziś.
I wreszcie, proszę was o modlitwy za ofiary terroru i ich rodziny, za służby mundurowe i za nasz wielki kraj. Modlitwa niosła nam pocieszenie w bólu i umocni nas przed drogi jaka nas czeka.
Dziś chcę podziękować moim współrodakom za to, co już zrobili, i za to, co zrobią.
Panie i panowie kongresmani, przedstawiciele naszych rodaków – wam też dziękuję za to, co zrobiliście i zrobicie.
Dziś stoimy w obliczu nowych, niespodziewanych ogólnonarodowych wyzwań. Poprawimy więc bezpieczeństwo transportu lotniczego, znacznie zwiększymy liczbę strażników w samolotach na rejsach krajowych, wprowadzimy nowe środki zapobiegające porwaniom.
Będziemy w tym nadzwyczajnym okresie umacniać stabilność i udzielimy bezpośredniego wsparcia naszym liniom lotniczym, aby mogły dalej funkcjonować.
Udzielimy służbom policyjnym i wymiarowi sprawiedliwości dodatkowych narzędzi niezbędnych dla ścigania terroryzmu w kraju.
Umocnimy nasze zdolności wywiadowcze, aby poznać plany terrorystów, zanim je zrealizują, i aby wytropić ich, zanim uderzą.
Podejmiemy intensywne kroki w celu umocnienia gospodarki amerykańskiej i przywrócenia ludziom miejsc pracy.
Chciałbym powitać w naszym gronie dwóch przywódców ucieleśniających nadzwyczajnego ducha nowojorczyków – gubernatora George’a Patakiego i burmistrza Rudolfa Giulianiego. Administracja wespół z Kongresem i tymi dwoma politykami wytęży siły, aby pokazać światu, że odbudujemy Nowy Jork. Będzie to symbol amerykańskiej determinacji.
Po tym wszystkim, co się zdarzyło, po utracie tylu istnień ludzkich i pogrzebaniu wraz z nimi tylu nadziei, rzeczą naturalną jest pytanie, czy przyszłość Ameryki naznaczy strach. Niejeden mówi o nastaniu epoki terroru. Wiem, że czekają nas walki i niebezpieczeństwa. Ale to nasz kraj będzie kształtował naszą epokę, a nie ona jego.
Jeśli Stany Zjednoczone Ameryki pozostaną silne i zdeterminowane, nie nadejdzie żadni epoka terroru. Będzie to epoka wolności w Ameryce i na świecie.
Wyrządzono nam wielką krzywdę. Ponieśliśmy wielką stratę. Pogrążeni w bólu i gniewie odnaleźliśmy nasz ceł i nasz czas.
Walczą ze sobą wolność i strach. Od nas teraz zależy postęp wolności – to wielkie osiągnięcie naszych czasów i ta wielka nadzieja w każdej epoce. Nasz kraj, obecne pokolenie rozwieje mroczny cień przemocy znad naszego narodu i jego przyszłości. Przekonamy cały świat do tej sprawy naszymi wysiłkami i naszą odwagą. Nie ustaniemy, nie zachwiejemy się, nie upadniemy.
Mam nadzieję, że w najbliższych miesiącach i latach życie niemal powróci do normalności. Wrócimy do naszego życia i codzienności. To dobrze.
Nawet żałoba ustępuje wraz z czasem.
Ale nasza determinacja nie może przeminąć. Każdy z nas będzie pamiętać, co się stało owego dnia i kogo to dotknęło. Zapamiętamy tę chwilę, gdy doszła nas ta wieść, gdzie wtedy byliśmy i co robiliśmy.
Niektórzy zapamiętają obraz pożaru czy akcji ratunkowej. Niektórzy zachowają w pamięci twarz i głos kogoś utraconego na zawsze.
A mnie pozostanie ta oto policyjna odznaka George’a Howarda, który zginął, ratując innych w World Trade Center. Dała mi ją jego mama Arlene, jako chwalebną pamiątkę po swoim synu. Przypomina mi o ludziach, których życie się nagle skończyło, i o zadaniu, które nie ma końca.
Nie zapomnę rany zadanej naszemu krajowi, nie zapomnę, kto ją zadał. Nie ulegnę, nie spocznę, nie ustąpię w prowadzeniu walki o wolność i bezpieczeństwo narodu amerykańskiego.
Niewiadomy jest bieg wypadków w tym starciu, ale pewny jest jego wynik. Wolność i strach, sprawiedliwość i okrucieństwo zawsze toczyły ze sobą wojnę. Dobrze wiemy, że Bóg nie zachowuje w tym sporze neutralności.
Współobywatele, odpowiemy na przemoc wytrwałą sprawiedliwością, pewni słuszności naszej sprawy i ufni w nadchodzące zwycięstwo.
Niech Bóg da nam mądrość we wszystkim, co nas czeka, i niech ma w opiece Stany Zjednoczone Ameryki.
Dziękuję.

Źródło: “Wielkie mowy historii”, tom 4, Polityka, Warszawa 2006

Udostępnij