MĘŻCZYŹNI W BIELI

Moda uliczna nie mogłaby się bez niego obejść. To samo popkultura. Kultowy biały T-shirt. Oto tajemnica stylu.

 

„Kiedyś T-shirt traktowano jak bieliznę. I dopiero marynarze pod koniec XIX wieku zaczęli publicznie go eksponować” – wyjaśnia mi Aleksandra Jatczak, historyk mody i wykładowca akademicki na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.

Wkrótce biała, bawełniana koszulka miała pojawić się na uczelniach, ubierano w nią dzieci uprawiające sport, ale już niedługo po tym, bo wraz z wybuchem II Wojny Światowej, białe T-shirty zaczęły być masowo produkowane dla żołnierzy. W Stanach Zjednoczonych dla armii produkowały dwie ogromne fabryki: Hanes i Union Underwear, te same, które w 1948 roku wylansowały markę Fruit of the Loom, powstałą na Rode Island w 1851 roku, bardzo popularną w Polsce jeszcze na początku lat 90. FotL aż do swojego bankructwa i wykupienia przez Warrena Buffetta na początku 2000 roku, słynęła z produkcji bielizny, bluz, dresowych spodni i T-shirtów. „Jedna z teorii mówi, że nazwa „T-shirt” pochodzi właśnie od modelu zaprojektowanego w 1942 roku dla US Navy – T. Type Shift. Inna teoria to ta, wedle której nazwa pochodzi po prostu od kształtu projektu koszulki” – wyjaśnia Jatczak.

kadr z filmu "Tramwaj zwany pożądaniem"

kadr z filmu „Tramwaj zwany pożądaniem”

 

T-shirty stały się popularne, nie tylko dzięki fotografiom ubranych w nie odważnych, broniących kraju, umięśnionych, przystojnych żołnierzy, ale także dzięki idolom młodzieży, którzy w tym czasie zaczęli pojawiać się w kultowych obrazach filmowych. Wystarczy wymienić Marlona Brando w „Tramwaju zwanym pożądaniem” (1951 rok – przyp.red.), do którego kobiety wzdychały, a mężczyźni starali się wyglądać podobnie. Cztery lata później we włożonej w granatowe jeansy białej koszulce pojawił się na ekranie ukochany przez krytyków i publiczność 24-letni nonkonformista James Dean w „Buntowniku bez powodu”. W tym samym roku Dean zginął w wypadku samochodowym, a jednocześnie stał się „ikoną” młodych, którzy poszukiwali postaci, z którą mogliby się identyfikować. Biały T-shirt i jeansy stały się więc znakiem młodych buntowników. To wtedy – z początkiem lat 50. pojawiła się przecież subkultura młodzieżowa Greasers, o której opowiada nakręcony w latach 70. film „Grease” z Johnem Travoltą i Olivią Newton John. Nazwa pochodziła od tłuszczenia, naoliwiania, a to ze względu na charakterystyczne, zaczesane z pomocą pomady lub żelatyny włosy. Ale ich prawdziwym znakiem rozpoznawczym były białe T-shirty z zawijanymi rękawami, które nosili pod motocyklowymi kurtkami. Gdy Elvis Presley, który doprowadzał do omdlenia fanki, przygotowywał się do służby wojskowej, prasę obiegły zdjęcia piosenkarza w białej koszulce. Chwilę potem nosił ją Mick Jagger, Paul Newman, Muhammad Ali, Robert Redford.

James Dean w "Buntowniku bez powodu", fot. flickr.com

James Dean w „Buntowniku bez powodu”, fot. flickr.com

 

W latach 90. wszyscy chcieli być jak Johnny Depp (który nosił biały T-shirt uwielbiając styl grunge, co zresztą mu zostało), dziś nosi go David Beckham, Ryan Gosling i Harry Styles.

Biała koszulka to dziś ikona, produkowana przez popularne sieciówki i wielkie marki. Uzupełnia stylizacje Saint Laurent, albo Zary. Co więcej – nigdy nie wychodzi z mody. Jatczak zapytana o siłę tego produktu podkreśla, że mimo zmienności mody, koszulka zawsze się sprzeda”. Co więcej może – choć nie musi – być relatywnie niedroga. Wszystko zależy od miejsca produkcji i wykorzystywanych materiałów, stąd poważna rozpiętość cenowa – od kilkudziesięciu (w popularnym sklepie) po kilka tysięcy złotych (u projektanta).

Nie każdy musi śledzić trendy w modzie. Czasami warto powrócić do korzeni. Biały T-shirt nosiły legendy. Można z niego zrobić atrybut stylu rock’n’roll, albo totalnego klasyka. Warto.

Harry Styles, fot. flickr.com

Harry Styles, fot. flickr.com

Udostępnij