ŻYCIOWE ZASADY

Matthew Sleeth: Rules to live by to znakomita wystawa w nowojorskiej Claire Oliver Gallery. Ci, którzy nie dotrą na miejsce do 3 grudnia, i tak powinni zapoznać się z przewrotną twórczością Sleetha.

 

Historycznie na fotografię można spojrzeć dwojako: jako uchwycenie pewnej narracji wydarzenia, albo jako kreację pewnej konstrukcji obrazu. Obydwie filozofie będą właściwe. Matthew Sleeth korzysta z obu, budując w ten sposób odpowiednie napięcie. Widz nigdy nie jest przygotowany na to, czy ogląda dokumentalną prawdę, czy zdygitalizowaną fikcję. „Chciałbym, aby odbiorca mógł dostrzec moją podróż, jaką przebyłem od tradycji ortodoksyjnego dokumentu” – wyjaśnia Sleeth. Artysta stosuje wyraźne komentarze do współczesnego świata, socjologii, polityki. To wszystko doprawione jest subtelnymi detalami, niuansami, a jednocześnie dynamiką projektowania. I jeszcze jedno: śmiałe, ciągłe poszukiwanie piękna, zespalanie się z nim – to jest materiał, który najbardziej interesuje artystę. Szczególnie na tle piękna poniewieranego przez współczesną sztukę, która pięknem się przecież brzydzi.

artyoudeserve

Sleeth nie ukrywa rozczarowania postmodernistycznym dyskursem, tokiem myślenia, inteligencją. Woli nawiązywać kontakt posługując się dobrze znanym i wypróbowanym językiem kultury popularnej, reklamy, mody, ale przede wszystkim designu. Mimo powszechnej znajomości, jest to język skomplikowany, jednak właściwy. To nim mówi o kulturze, o polityce, o tych, którzy te odrębne światy zamieszkują. „Interesuje mnie mówienie o ludziach i miejscach w sposób, który stanie się informacją, drogowskazem dla szerszego odczytania tematu będącego częścią grup kulturowych, ale również samych indywiuów” – kontynuuje Sleeth. Według jego słów w dziele sztuki chodzi o widza. Oczywiście, za nim będą stać polityczne i społeczne podteksty, jednak bazą jest zawsze kreacja nastroju lub kontekstu i tego, co widz wyciągnie z własnego doświadczenia. To próba porozumienia się narzuconym, wizualnym językiem, postawa porządkująca chaos. Porządek – oto słowo, które może określić Sleetha.

Sleeth urodził się w Australii, ma pracownie w Melbourne i Nowym Jorku. O jego estetycznej wrażliwości rozpisywały się już magazyny na całym świecie, nie tylko te branżowe, związane ze sztuką, ale również typowo pop-kulturowe. On sam wykorzystuje takie medium jak fotografia, video, rzeźba, druk i instalacje. W zależności od pomysłu na projekt, dobiera do niego narzędzia. Wszystko determinuje idea. Jego styl można zawrzeć w nurcie, jakim są nowe media. Szczególnie lubi eksplorować fotografię i to, czym ta sztuka stała się dzisiaj.

Najnowsze eksperymenty Sleetha i dużo jego pytań można oglądać od 27 października do 3 grudnia w nowojorskiej Claire Oliver Gallery.

rulesinstall

Udostępnij