WYSTAJĄCY GWÓŹDŹ TRZEBA WBIĆ

Na pierwszy rzut oka Japonia to oaza spokoju. Ukłony, „proszę”, „dziękuję”, „do widzenia”. Język wymusza grzeczność, nikt się nad nią nie zastanawia. Wystarczy jednak pobyć tu trochę dłużej, aby zauważyć, że idealna maska ma na swojej powierzchni liczne pęknięcia.

 

W jednej z najsłynniejszych japońskich sztuk zatytułowanej „Samobójstwo z miłości w niebiańskiej Amijimie” bohaterowie obcinają włosy przed odebraniem sobie życia, żeby uwolnić się ostatecznie od przytłaczających ich powinności, giri. Znajdują w sobie siłę, żeby zawalczyć o to, co podpowiada im serce, ninjō. Konflikt między sercem a rozumem (społeczne oczekiwania) to motyw przewodni w japońskiej literaturze, zwłaszcza klasycznej. Archetyp to samuraj, który zakochuje się w osobie z niższych sfer albo z wrogiego klanu. Jedynym sposobem na uratowanie honoru jest wspólne samobójstwo z miłości, shinjō. Nie jest to rozwiązanie dla współczesnego Japończyka, ale konflikt między giri ninjō nadal tli się w japońskiej podświadomości.

Większość Japończyków stara się robić to, co wszyscy. To zdecydowanie łatwiejsze. Nie trzeba się zastanawiać, co jest dobre, a co złe. Podążają za tłumem, bo jeśli każdy tak robi, to musi być to dobre. Nie muszą analizować, nazywać, zastanawiać się nad konfliktem między tym, co powinni, a tym, czego pragną. Nie umieją go nawet ubrać w słowa. Nie uczą się o tym. Od dziecka mają zakodowane pewne kanony. Pochwalają odwagę Europejczyków: że potrafią wyjechać sami, żyć w związku na odległość i zbuntować się rodzinie. Oni sami nigdy by się na coś takiego nie porwali.

Przeciętny Japończyk nie otworzy nikomu drzwi, nie ustąpi miejsca, nawet na specjalnie oznaczonych srebrnych siedzeniach przeznaczonych dla osób starszych i ciężarnych kobiet. Przy każdym z tych miejsc widnieje plakietka o zakazie używania telefonów komórkowych, z uwagi na osoby z rozrusznikami serca. Trudno jednak zobaczyć na tych miejscach kogoś bez telefonu w dłoni.

Większość sytuacji nie wymaga zastanowienia – wiadomo, co i kiedy trzeba powiedzieć. Wchodzimy do domu, krzyczymy: „Taidaima!”, „Wróciłem!”. Dziękujemy, przepraszamy. Nawet jeśli nie mamy tego na myśli. Kiedy zaś ktoś nas chwali, grzecznie zaprzeczamy „mada mada desu”, bo przyznanie się do tego, że faktycznie potrafimy coś dobrze… uznawane jest za społeczne faux pas. Konflikt między tym, co wskazuje głowa, a co podpowiada serce nikogo nie dziwi w przeważającej części świata. Ale to, co w Europie uznajemy za magię Japonii, jej harmonię, w dużej mierze opiera się na ciągłej walce. Na wkładaniu masek. Na tym kontraście opiera się większość mechanizmów, kierujących japońskim społeczeństwem. Nie liczy się „ja”, liczymy się „my”. Nie ma tu miejsca na indywidualność. Tak, są wyjątki, Japończycy, którym udaje się wyłamać z łańcucha „powinności”. Jednakże większość Japończyków zamiast słowa „chcę”, używa słowa „muszę”.

*cały artykuł Karoliny Bednarz można przeczytać w numerze 16 MONITOR MAGAZINE

MONITOR MAGAZINE - KUP TERAZ

Fot. główne: iMorpheus, flickr.com

Udostępnij