STAŃ PRZY MNIE

Świat oszalał na punkcie „Stranger Things”. Nagłówki gazet krzyczą, że to filmowa opowieść dla tych, których dzieciństwo przypadło na lata 80. Ale może warto zwrócić się ku faktycznym latom 80. i przypomnieć sobie „Stand by me” na podstawie opowiadania Stephena Kinga?

 

Warto. To już wiadomo. Stephena Kinga lubi się lub nie. Talentu jednak nie można mu odmówić. Wielokrotnie notowanemu na szczycie list bestsellerów autorowi dość szybko zaproponowano ekranizację kolejnych powieści i opowiadań. Od początku publikując pod swoim nazwiskiem odnosił ogromne sukcesy komercyjne. W pewnym momencie zdecydował się nawet publikować pod pseudonimem Richard Bachman, aby wydać cztery książki, jedna po drugiej i sprawdzić, czy to nazwisko sprzedaje produkt, czy wciąż talent. Talent – okazało się, a w 1985 roku King przyznał się do zabawy.

Pisarz kojarzy się głównie z powieściami fantasy i horrorami. To utrudniało krytykom przyznawanie Kingowi poważnych nagród, mimo wielkiej popularności. Dopiero w 2003 roku został uhonorowany orderem przyznawanym przez prestiżową National Book Foundation – choć nie bez wielu głosów sprzeciwu. Nawet ze strony specjalistów od literatury grozy. Cóż z tego, skoro przez publiczność King jest hołubiony?

Warto mimo wszystko zwrócić się ku innemu obliczu Kinga. Bo przecież to nie tylko literatura fantasy. Wydawnictwo pisarza – Viking Press, w 1982 roku zdecydowało się wydać zbiór czterech opowiadań napisanych w różnych okresach życia autora. Tom nazwano „Cztery pory roku”, a zawierał nowele „Skazani na Shawshank”, „Zdolny uczeń”, „Ciało” i „Metoda oddychania”. Trudno znaleźć byłoby tu treści nadprzyrodzone, King skupia się na dramacie. Akcja każdego opowiadania dzieje się w innej porze roku. I to jedyna rzecz, która w jakiś sposób łączy je w całość i zamyka w książce. Dramaty autorowi się udały, szczególnie, że w najbliższych latach trzy z nich zostały z powodzeniem przeniesione na ekran.

W tym roku minęło 30 lat od adaptacji „Ciała”, którego kinowa wersja otrzymała inny tytuł – „Stand by me” („Stań przy mnie”), a reżyserował ją Rob Reiner – ten sam, który potem wypuścił hity „Kiedy Harry poznał Sally” i „Misery”.

fot. screen youtube.com

fot. screen youtube.com

 

„Stań przy mnie” to opowieść o czterech chłopcach, którzy w wieku dwunastu lat muszą dojrzeć. Wracamy z nimi do Castle Rock, do 1959 roku, kiedy kończy się lato, a zaczyna jesień. Życie stawia przed nimi olbrzymie wyzwanie. Jest nim podróż do pobliskiego lasu, w poszukiwaniu ciała kolegi potrąconego przez pociąg, poszukiwanego przez władze. Chłopcy pochodząc z trudnych rodzin, rozbitych, z pewnością nie tak szczęśliwych, jak obrazki z reklam z lat 60. Każdy z nich jest inny – Geordie nadwrażliwy (w filmie grany przez Wila Wheatona), Chris odważny (w tej roli nieodżałowany River Phoenix), Teddy dziwak i ekscentryk (w tej roli Corey Feldman), a Vern tchórz (Jerry O’Connell). Każdy z nich w lesie przeżyje wiele, w tym poważną przemianę, co zmieni ich już do końca życia.

King pisząc „Ciało” odniósł się do wspomnień z dzieciństwa i do identycznego wypadku, który miał miejsce. Gdy dowiedział się o śmierci kolegi ze szkoły, spisał wspomnienia i odczucia. I to jego osobę można odnaleźć w dzieciaku z opowiadania, Gordiem Lachance. King, podobnie jak jego bohater, pochodzi z rozbitej rodziny, w dzieciństwie w domu się nie przelewało, w Durham było tak ciężko, jak w Castle Rock z opowiadania. I tak samo smutno i beznadziejnie.

Dzieci dowiadują się, że zmęczenie, ciemność i strach, gdy są sami i skazani wyłącznie na siebie, różnią się od tego, czego się spodziewali leżąc w łóżku. Są głodni, pogryzieni przez insekty, zaziębieni. Dowiadują się czym jest zdrada i na czym polega ból dorastania. Każde mocniejsze przeżycie w tym wieku może zniszczyć najgłębsze więzi, albo przeciwnie, jeszcze je zacieśnić. Dorosłość jednak przychodzi często agresywnie, niezapowiedziana.

fot. screen youtube.com

fot. screen youtube.com

„Stań przy mnie” to ważny film, szczególnie dla pokolenia dorastającego w latach 80. (w których powstał), bo choć historia się toczy, dzieciaków dopadają bardzo podobne problemy w każdym kolejnym pokoleniu. A przynajmniej tak było do momentu wejścia w erę internetu. Nie ma tu biegania za dziewczynami, podtekstów, którymi dziś żywią się młodzi w sieci. Jest problem biedy, marzeń, fantazji, nieobecnych rodziców. Przewinienie? Palenie papierosów. A raczej nieudolne próby.

Wszyscy byli zaskoczeni dialogami napisanymi przez Kinga, stylowi opowiadania. King natomiast był zadowolony z efektu, bo od momentu „Lśnienia”, za które w 80. roku zabrał się Kubrick, żadna z ekranizacji nie spodobała się pisarzowi. Tym razem był zachwycony, do tego stopnia, że wielokrotnie dzwonił do reżysera, żeby pogratulować mu dobrej roboty. Podobnie często kontaktował się z Raynoldem Gideonem i Brucem Evansem, którzy odpowiadali za scenariusz.

Jednak uznanie należy się przede wszystkim młodym aktorom: Wheatonowi (który już wtedy był dziecięcą gwiazdą), 14-letniemu Phoenixowi (nieżyjącemu już aktorowi, który niedługo potem miał stać się legendą swojego pokolenia i mianowany nowym Jamesem Deanem), Feldmanowi (młodej gwieździe Hollywood) i debiutującemu O’Connellowi (później miał się dać poznać jako jeden z popularniejszych i lepszych aktorów serialowych i filmowych). Dobrano ich idealnie charakterologicznie do granych postaci. Wheaton czas między ujęciami spędzał sam, grając w gry. Phoenix zmagał się już wtedy z własnymi demonami, był odważny, częstował znajomych magazynami pornograficznymi – i jak wieść głosi, stracił dziewictwo w trakcie zdjęć. Feldman był dość agresywny, co wyciągnął z doświadczeń domowych. O’Connell, najmłodszy, był niezwykle stremowany i wystraszony, szczególnie, że Kiefer Sutherland grający przywódcę grupy chuliganów, swoją rolę przenosił również na plan filmowy.

Skąd zmiana tytułu? Reżyser zdecydował się na nią, aby nie mylić publiczności kolejnym horrorem – tak brzmiało w końcu „Ciało” w połączeniu z nazwiskiem Kinga. Wybrano więc jedno z najważniejszych zdań wypowiedzianych w filmie, w jednej z kluczowych ról – „Stań przy mnie”. Stąd też ballada Bena Kinga (cóż za przypadek!) ‚Stand by me”, która rozpoczyna i kończy film. Ballada ta zresztą w latach 80. przeżywała „drugą młodość”.

King opowiedział o sobie, o dzieciakach, o każdym z nas. Bo każdy się boi, każdy dorasta, każdego dopadają trudne dni. I coraz krótsze, gdy zbliża się jesień.

Udostępnij