JAK SPRZEDAĆ KOSZTOWNOŚCI NA AUKCJI?

Okazuje się, że nie jest to wcale takie łatwe, a kolekcjonerzy nie wyrywają sobie dzieł sztuki z rąk. Trzeba ich do tego umiejętnie przekonać. Umiejętnie, to znaczy jak?

 

Lubimy filmy o kolekcjonerach sztuki. Wzruszamy się nawet nad losem złodzieja Thomasa Crowna ze słynnego filmu „Afera Thomasa Crowna” – a właściwie dwóch, tego z roku 68. i jego remake’u z 99. W tym drugim ronimy łzy nad Crownem, choć to akurat może być zasługa odgrywającego rolę Pierce’a Brosnana. W każdym razie łatwiej utożsamić nam się ze złodziejem dzieł sztuki – bo przecież taki człowiek chce po prostu otaczać się pięknymi przedmiotami – niż z milionerem, który na aukcjach walczy do ostatniej kropli krwi, żeby wyrwać przeciwnikowi dzieło sztuki warte miliony. Cóż, taka już ludzka natura.

Jednak, jeśli ktokolwiek uważa, że sprzedaż cennych dóbr kultury jest taka łatwa, jest w błędzie. Agenci, którzy licytują często pod nieobecność klientów, muszą się nieźle natrudzić, aby przekonać ich do – poważnych bądź co bądź – inwestycji.

Podczas atrakcyjnych licytacji organizowanych przez duże domy aukcyjne, ich uczestnicy zostawiają setki milionów dolarów, które transferowane są z najdalszych zakątków świata. Aukcje bowiem nie wyglądają dziś już tak, jak w filmach. Na sali nie musi siedzieć klient. Wystarczy, że jest jego przedstawiciel, który najczęściej wisi na telefonie, przekazując wszystkie informacje, wyrzucając z siebie słowa niczym makler giełdowy lub karabin maszynowy.

Najważniejszy jest zawsze pierwszy dzień aukcji – to potwierdzają nasi rozmówcy z Sotheby’s i Christie’s. W ciągu pierwszej dobry sprzedają się najważniejsze dzieła. Jest to szczególnie istotna informacja dla tych, którzy nastawiają się na kupno konkretnego przedmiotu. Oczywiście – ograniczony czas ma tu wielkie znaczenie, pod presją wydaje się więcej pieniędzy.

Jednak samo ustalenie ceny wywoławczej jest już podstawą. I sam ten proces trwa wiele miesięcy. Tyle samo miesięcy dilerzy przygotowują się do milionowych zakupów. Szczególnie jeśli chodzi o uznane nazwiska w świecie sztuki i kultury. Praca polega również na znalezieniu prywatnych właścicieli, którzy chcieliby sprzedać swoje cenne obrazy (lub inne dzieła sztuki). A nie jest to łatwe. Tym bardziej, kiedy trzeba przygotować wydarzenie i wypełnić je ciekawymi obiektami, które wspólnie tworzą pewną całość – temat: np. modernizm, sztuka współczesna, pop-art, etc. Jak go wybrać? Często obserwuje się trendy – wystawy, które w danym okresie zrobiły na rynku sztuki furorę, mogą okazać się dobrym drogowskazem. Poza tym, im ważniejsi twórcy, tym więcej hałasu wokół, a co za tym idzie – wyższe ceny. Za ostateczną formą aukcji stoją więc tygodnie zbierania informacji i negocjacji.

Wiele dzieł sztuki, szczególnie tych będących w rękach prywatnych od wielu lat, nie posiada certyfikatów i papierów potwierdzających oryginalność. Jest to kolejny kłopot – domy aukcyjne muszą zdobyć wszystkie potrzebne dokumenty. A potem ustalić konkretną cenę rynkową, z której rozliczają się z właścicielami po sprzedaży.

Gdy wszystko jest gotowe, o aukcjach zawiadamia się tysiące osób. W drugiej turze, zaprasza się kilkudziesięciu najważniejszych „graczy” – kolekcjonerów i doradców. Specjaliści zazwyczaj wiedzą kogo informować o konkretnym stylu sprzedawanych przedmiotów – a więc o tym, kto jest zainteresowany sztuką współczesną, a kto wazami z okresu panowania jednej z chińskich legendarnych dynastii.

Na zaproszenie odpowiada część. Wśród nich znajdą się ci, którzy startują w aukcji z zamiarem kupna konkretnej rzeczy – tym wysyła się dokładniejsze informacje na jej temat, inni nie mają wypatrzonych przedmiotów – polegają na intuicji i wiedzy doradcy. Jeśli dobremu klientowi zależy na konkretnej sztuce, niektóre aukcje przewidują przedsprzedaż – dzieje się to jednak stosunkowo rzadko.

Jak przebiegać będzie aukcja? Każda jest inna. Nie przewidzą tego nawet najtęższe głowy.  

fot. główne: Neil Cummings, flickr.com

Udostępnij